środa, 9 sierpnia 2017

Rozdział 69



**Oczami Amy**
-Takie poranki kocham – wyszeptałam czując jak chłopak obejmuje mnie od tyłu.
Kiedy tylko słońce zaświeciło w nasze okno, które Lou oczywiście zapomniał zasłonić, postanowiłam wstać. Za każdym razem kiedy jestem na wakacjach, to muszę z samego rana posiedzieć przez chwilę na balkonie i podziwiać wschód słońca.
-Czy życzysz sobie coś na śniadanie? - Usłyszałam przy swoim uchu i z uśmiechem pokiwałam głową.
-Nie czuję się głodna, ale wypiłabym kawę – posłałam mu buziaka w powietrzu po czym brunet się ulotnił.
Oparłam się ponownie o barierki i oglądałam jak całe miasto wraca do żywych. Spojrzałam też w boki, czy może dziewczyny nie wstały. Ale na Susan to jest zdecydowanie za wcześnie, a Abigail powinna już tutaj biegać z drinkami i olejkami na opalanie. Może Pan Idealny Malik ją przetrzymuje w łóżku i nie chce wypuścić.

Dziś mogłabym cały dzień leżeć sobie na plaży, albo nad basenem z czymś zimnym do picia. A jak się ściemni to liczę na jakąś dobrą imprezę. W końcu jesteśmy na Majorce, powinniśmy się bawić do rana, a potem całe dnie odsypiać.
-Dzień dobry! - spojrzałam i ujrzałam jak moja ruda przyjaciółka zmierza w moją stronę.
-To chyba nie twoja pora – odblokowałam telefon, żeby sprawdzić jaką mamy godzinkę. Dochodzi dopiero 9... więc to zdecydowanie nie jest czas na wstawanie. Sama się sobie dziwię, że postanowiłam się ruszyć po 6. A mogłam przekręcić się na drugi bok i po prostu powiedzieć, żeby wypierdalało to słońce. A do tego powinnam obudzić Louisa i kazać mu zasłonić okna. Jak dziś tego nie zrobi, to będzie spał pod prysznicem.
-Liam strasznie się wiercił, więc postanowiłam wstać i go nie zabijać – odpowiedziała ziewając – pięknie tu – skomentowała pokazując przed siebie. Zgodziłam się z nią tylko kiwając głową.
-Hejka – i dołączyła do nas Bennett.
-Więc wszystkie jesteśmy na nogach przed południem.. to dopiero nowość.
-Jest tak gorąco – wyszeptała brunetka wchodząc ponownie do swojego pokoju – widział ktoś Zayna? Bo coś wieczorem mówił, ale nie pamiętam gdzie miał iść.
-Może chce ci zrobić śniadanie do łóżka – rozmarzyła się ruda.
-Albo poszedł od rana pić. Chętnie do niego dołączę- zaproponowałam chowając się w swoim pokoju przed mocnym słońcem. Dziewczyny weszły za mną i rozgościły się na łóżku...
**
-Jeszcze tutaj – wskazałam palcem na odcinek lędźwiowy, a mój kochany chłopak zaczął mnie tam dokładnie smarować olejkiem – kocham cię!
-Ehh – westchnął i położył się obok na leżak.

My też się umiemy zebrać na wyjście. Przecież zanim zjedliśmy śniadanie to już wybiło południe. Potem oczywiście zaczęłyśmy szukać Malika, bo Abigail się martwiła. Chłopak wrócił spocony po godzinie, tłumacząc się, że był pobiegać i trochę mu zeszło. Brunetka prawie zeszła na zawał, ale wreszcie mogłam wrócić do pokoju i się położyć. W tym czasie Lou zaczął mnie denerwować i łaskotać. Więc postanowiłam go zostawić i zejść na dół do baru. Tam pogadałam przy drinku z miły barmanem, aż biedny prawie dostał po mordce. Tommo jednak umie walczyć o swoją kobietę. Oczywiście od samego rana marzyłam, aby wyjść się poopalać. Tak też minęła już pora obiadowa i wreszcie mogliśmy się tutaj położyć. Susan i Liam dołączyli na samym końcu, bo ruda była znowu głodna.
-Czyli jakoś za godzinkę się zwijamy ? Jakiś klub dziś? - Usłyszałam od swojego chłopaka, który sprawdzał coś na telefonie. Najwidoczniej sprawdzał jakie kluby mamy pod nosem.
-Jestem za – odpowiedział Zayn przekręcając się na plecy.
-To musimy się już zbierać? - Spytałam przyjaciółek, a one niechętnie podniosły głowy i nimi pokiwały.

Westchnęłam wstając i zapinając od razu górę stroju. Pocałowałam Louisa w usta i zabrałam od niego swoje ciuchy. Ruszyłam pierwsza. Imprezowanie jest takie trudne, szczególnie jak trzeba wcześniej wyjść z basenu i się zacząć ubierać, a do tego coś pewnie zjeść. Chociaż jest tak gorąco, że nie mam ochoty już nic jeść. Jedyne o czym marzę to mocna czarna kawa, która postawi mnie ponownie na nogi. Ponieważ na leżaku prawie zasnęłam dwa razy, więc potrzebuje kofeiny.

Skręciłam do baru i zamówiłam sobie napój. Ten sam miły barman już nie był dla mnie taki milusi. Tylko się uśmiechnął raz i dalej wszystko bez emocji. Kocham Tommo za to, że zawsze musi zrażać do nas takie fajne osoby. Zazdrość to zło! Ale cóż... wiem po sobie, że tak właśnie się zawsze reaguje.
-Dziękuje – zapłaciłam i pomału ruszyłam do naszego pokoju. Oczywiście trzeba podjechać windą, bo łatwo mogę wszystko wylać na kogoś, albo po prostu łatwo jest się zabić na schodach z wrzątkiem w rękach.
-Susan co ty pierdolisz – wyszeptałam rozglądając się jeszcze raz po korytarzu i mogłam wejść do jej pokoju – nie ma nigdzie chłopaków, więc mów o co chodzi.
-Znalazłam coś u Liama w torbie – zaczęła i pomału szukała tej rzeczy – widziałam to jakoś przed wyjazdem. Pomyślałam, że to dla mnie i da mi przy najbliższej okazji. Jednak on nic nie mówi, ani nie wygląda na takiego, żeby coś dla mnie mieć.

Wyciągnęła w końcu dużą, ładną, czarną torebeczkę na prezenty. Podała ją Abigail, a ta spojrzała na mnie nakazując podejście. Zrobiłam kilka kroków w jej stronę i obie zajrzałyśmy do środka. Ku naszemu zdziwieniu nie było tam żadnych perfum, tylko seksowna bielizna.
-Śliczne – wyszeptałam, ale nie myśląc za bardzo – Susan, skąd możesz wiedzieć, że on nie czeka na jakąś wyjątkową chwilę? Może dziś wieczorem chciał cię zabrać na kolację i potem ci to dać?
-Dokładnie, albo w ostatnią noc. Wiesz, aby uczcić cały pobyt tutaj i tak super go zakończyć – próbowałyśmy we dwie ratować sytuację, bo widząc minę rudej, była na skraju.
-A ty od razu coś wymyślasz. Znając Liama nie wie czy ci się to spodoba i co pomyślisz. Dlatego się waha nad wręczeniem ci tego.
-Ehhh – zabrała to od nas i schowała tam gdzie leżało – spotkajmy się za chwilę u Abi w pokoju – pokiwałam głową i pierwsza wyszłam. Za mną kroczyła brunetka. W milczeniu weszłyśmy do jej sypialni. Abi oparła się plecami o drzwi i spojrzała na mnie. Oczywiście, to jest właśnie TO spojrzenie. Usiadłam na łóżku i pokręciłam głową. Ona przygryzła wargi i już wszystko było wiadomo. Nie potrzebujemy słów, żeby porozumieć się w jakiejkolwiek sytuacji.
-Więc..
-Chłopak ma przejebane – dokończyłam za nią.
-Ale pomyślmy racjonalnie. To jest Liam, wiemy jak kocha Susan. Myślę, że to na prawdę nie może być dla kogoś innego. Bo dla kogo? Nowo poznanej laski na Majorce? To się nie trzyma kupy – Pani Abigail Bennett wyciągnęła mocne argumenty. Mogę się z nią jak najbardziej zgodzić, bo tak to właśnie wygląda. On nie widzi nic poza Rudą.
-A..- przerwałam szybko, bo do pokoju wpadła Susan.
-Kto ma ochotę na wino!? - krzyknęła biegnąc z dużą butelką alkoholu w stronę półki – gdzie masz jakieś szklanki – spojrzała na mieszkającą tutaj dziewczynę.
-Po lewej – odpowiedziała.
-Imprezę czas zacząć – wyszeptałam stukając się z dziewczynami za wakacje. Coś czuje, że nie tylko Payno będzie miał przechlapane, ale i naszym się oberwie. ..


**Oczami Louisa**
-Co zrobiłeś?! - Zachłysnąłem się powietrzem na słowa Liama.
-Zapomniałem schować gdzieś tą bieliznę. I myślę, że Susan to znalazła.
-Stary, masz przejebane teraz – zgodziłem się ze słowami Zayna.
Jak on mógł tak zrobić. Przecież takie rzeczy trzeba dobrze chować, albo po prostu zostawiać w domu. Dobrze, że Am nie patrzy mi do torby, albo czegoś tam nie szuka. Wtedy też bym mógł mieć przejebane. Oczywiście nie twierdzę, że Susan jest ta wścibską kobietą, ale... to na pewno przez przypadek wszystko.
-Czy musimy przyśpieszyć cały plan? - Spytałem widząc jak brunet chodzi w kółko.
-Proszę – wyszeptał i wrócił do kręcenia się po pokoju – myślę, że to mi pomoże ratować sytuację. Albo przynajmniej udobrucha ją.
-Ale nie... – zaczął Malik – zresztą.. jak trzeba to trzeba. - Westchnął głośno i podrapał się po karku wchodząc do hotelu.
Kiedy obgadaliśmy dodatkowe sprawy, mogliśmy spokojnie wyjść i spotkać się z dziewczynami. Cała trójka siedziała na balkonie. Z tego co zauważyłem, to dobrze się bawią. A do tego te trzy butelki po winie. To raczej pewne, że Susan powiedziała o tym dziewczynom. Teraz to pewnie mamy wszyscy kłopoty i to nie małe. Za ukrywanie takiego czegoś, za kłamanie i pewnie znajdą wiele więcej argumentów.
Porozumieliśmy się na odległość i spokojnie wyszliśmy do nich. Śmiały się z czegoś co
powiedziała moja kochana, a do tego puszczały głośno muzykę z telefonów.
-Jesteście gotowe? - Spytał Zayn podchodząc do swojej dziewczyny.
-Jak zawsze – odparła przyciągając go do siebie. Szatyn pomógł jej wstać i wspólnie ruszyli do wyjścia. Ja spojrzałem na Am i pociągnąłem ją w górę. Skrzywiła się, ale zauważyła, że nasze zakochańce muszą porozmawiać ze sobą.
-Poczekajmy na nich – wyszeptałem zamykając drzwi za sobą.
-Wiedzieliście? - I padło to niechciane pytanie.. Co teraz odpowiedzieć? Czy mamy udawać, że nikt nic nie mówił. Wzruszyłem ramionami patrząc na kumpla. On tak samo jak ja, stał patrząc na swoje stopy.

-To nie tak jak wygląda – w końcu się odezwałem ratując sytuację. Wszyscy zebrani zaczęli się we mnie wpatrywać, a kolorowa chyba zabijała mnie wzrokiem.
-A jak ma wyglądać piękna bielizna, której nie dajesz SWOJEJ dziewczynie od razu, tylko jakoś tak się czaisz- Podniosło się jej ciśnienie, już widzę jak ta żyłka się napina i pomału wraca do normalności.
-To jest dla niej – dzięki ci przyjacielu – Liam chciał jej to dać w ostatni wieczór. Wiecie magia ostatniej nocy bla bla... Więc nie kłóćmy się teraz, tylko poczekajmy na nich.
Polać mu! Gdyby nie wkroczenie Zayna, pewnie bym się właśnie kłócił ze Scott i kto wie jakby się to wszystko skończyło. Pewnie nie poszlibyśmy na żadną imprezę, tylko uciekli jak najdalej, żeby się napić osobno.
-Na razie jest okej, ale jak Susan wyjdzie z płaczem, to skończy się bardzo źle – Zagroziła Abigail i odsunęła się od Malika. On tylko pokręcił delikatnie głową i oparł się o ścianę. Zrobiłem to samo.
Czekanie jest najgorsze. Tak jakby to była jakaś wielka sprawa, a chodzi tylko o głupotę naszego Payne. Jeśli skończy się to płaczem, to już wiem na co się szykować...
*
-Widzicie? Wszystko już jasne- powiedziałem kiedy z pokoju wyszli przytuleni do siebie Li i Susan.
-Pff- zareagowała moja dziewczyna i ruszyła jako pierwsza do windy. Wszyscy kroczyliśmy za nią. Oczywiście posłałem porozumiewawcze spojrzenia do Payne, ale ten tylko okazywał jak to mu spadł kamień z serca. Czyli musiał ją porządnie udobruchać. Siedzieli w pokoju jakieś 20 minut. A my musieliśmy dusić się w niefajnej atmosferze.
-Nie gniewaj się – wyszeptałem do jej ucha. Uśmiechnęła się delikatnie, ale nic nie odpowiedziała. Liczyłem na jakiś kąśliwy komentarz, ale czy to możliwe? Nic nie powiedziała? To takie nie podobne do Amy... Coś się stało. Na pewno, bo inaczej się tego nie da wytłumaczyć.
-Czyli zapowiada się impreza z pierdolnięciem? - Zapytała Susan.
-Oj tak – odpowiedziały dziewczyny chichocząc pod nosem.
-To nasza – wskazałem na taksówkę, stojąca najbliżej wyjścia z hotelu.
Otworzyłem drzwi dziewczynom, a sam usiadłem z przodu. Podałem adres wybranego klubu i ruszyliśmy w drogę...

*
-Coś ci się chyba pomieszało – powiedział Zayn do swojej dziewczyny – za dużo alkoholu, kochanie.
Brunetka tupnęła nogą i odsunęła się od niego. Po prostu cała trójka przesadziła znowu z alkoholem, co w połączeniu z winami bardzo źle się skończy w hotelu. I przez to Abi próbowała zabrać szatynowi papierosa. Amy oddała jej swoją pojarę i oparła głowę o moje ramię. Wzrok Malika był niesamowity. Po prostu te oczy potrafią zabić, nie przesadzam. Zaśmiałem się w środku, ale nie ukazałem tego na zewnątrz.
-Nie zachowuj się jak dziecko – zawarczał zabierając to od niej – gorzej niż moje młodsze rodzeństwo..
-Sam jesteś dziecko – odparła i sama wyrzuciła peta.
-Dobra, bo zaraz się pobijecie i będzie gorąco – odparł Liam trzymając chłopaka za ramię. Ten tylko pokręcił głową i prychnął.
-Ty – teraz i włączyła się moja kolorowa do wszystkiego – coś ci nie pasuje? Tylko ty możesz palić? Pić? Ćpać? Abigail też ma swoje prawa i nie jest żadną służką, żeby się słuchać..
-Am spokojnie – wyszeptałem całując ją w czubek głowy – jesteśmy na Majorce, wspólne wakacje, zajebista zabawa.
-Właśnie – odpowiedział Zayn – posłuchaj się chłopaka – puścił jej oczko, ale trafił w czuły punkt. Tutaj nikt nikogo nie musi się słuchać.. Nasza żeńska część nic nie powiedziała tylko weszła do klubu.
-Kurwa! - krzyknął Payne zbliżając się do barierek – Co ci chłopie odjebało? Nie dość, że mamy przejebane, to teraz to pogorszyłeś.
Liam uderzył w ścianę, po czym spiorunował nas wzrokiem wchodząc do środka.

Postanowiłem zostać na dworze z przyjacielem, żeby wysłuchać jego tłumaczeń. Po co zachował się jak dupek? Nie pił za dużo, a nawet jakby wypił, to znam jego głowę. Jedna z najmocniejszych..
-Sory, ale to chyba przez te zaręczyny – w końcu się odezwał i usiadł na schodku.
-Co z nimi? Jeszcze mamy trochę czasu, a przecież chcemy w końcu czegoś takiego.. trwałego z tymi właśnie dziewczynami – zacząłem myśleć co mu się nie podoba, aż dotarło do mnie... To jest Zayn Malik, który nigdy nie był dłużej z nikim niż kilka miesięcy. Zresztą mam tak samo! To jest nowa sytuacja, ale obgadaliśmy to przecież. Mieliśmy na to czas w Londynie przy piwie, trawce i muzyce.
-Wolność, to jedyne czego będzie mi brakować – tak jak myślałem..

-To chodź do środka, wypijemy za wolność, miłość, a przy okazji idź pogódź się z Abigail. Pewnie jest wkurzona i nie da ci spokoju do jutra- wstałem podając pomocną dłoń do wstanie – chyba, że ktoś się kręci wokół niej..
Tylko tyle potrzebował, żeby wystartować do środka. Podrapałem się po karku i ruszyłem za nim. Potrzebuje zimnego piwka i dziewczyny.
Wchodząc poczułem zaduch i przeróżne perfumy. Odnalazłem w tłumie Amy, która popijała drinka przy barze i rozmawiała naprzemiennie z Susan i Abi. Widząc mnie, uniosła w górę brew i odwróciła się plecami. Zerknąłem w bok i zobaczyłem, jak Liam stoi na uboczu obserwując tak jak ja całą sytuację. Posłałem mu jednoznaczne spojrzenie, ale tylko pokręcił głową uśmiechając się blado. Nigdzie nie widziałem Malika, więc są dwie opcje... Zgubił się w tłumie ludzi, albo pokłócił się ponownie z Bennett i zniknął z kimś. Mam nadzieję, że nie zrobił tego drugiego i spokojnie poszedł do toalety. To najlepsza możliwość. Zauważyłem jak jakaś trójka chłopaków zbliża się do naszych kobiet. Poczułem zagrożenie, więc zrobiłem krok w ich stronę. Czy one robią to specjalnie? Zaczęli rozmawiać i kolorowa patrząc na mnie, flirtowała z jakimś typem.. Chyba komuś zaraz wypierdole..
-Spokojnie – podszedł Payne – to tylko takie głupie odegranie się na nas. Dobrze, że nie ma Malika. O co mu chodziło na dworze?
-Boi się stracić wolność – odpowiedziałem widząc go z jakąś grupką ludzi – o wilku mowa – wskazałem głową w bok. Szatyn rozmawiał z jakąś blondynką i uśmiechał się do kolejnej. - Może my też powinniśmy się kimś zając.
Cały czas obserwowałem przyjaciela. Uniosłem brew, ale zauważyłem jaki dystans do niej trzyma. Najwidoczniej wpadli na siebie w toalecie i się przyczepiła. Obserwowałem tą dwójkę. Ona pokazała mu na bar i pomachała do jakiejś dziewczyny, która siedziała komuś na kolanach. Zayn pokręcił głową i próbował uciec wskazując na nas. Pomachaliśmy im, żeby mógł się oddalić. Jego uśmiech się skończył, kiedy zobaczył swoją dziewczynę.

Fuck....
Nie robiły nic takiego, tylko rozmawiały z facetami, żeby nas wkurzyć. Oczywiście krew się we mnie gotuje od samego początku, ale niech się bawią. Jednak to tak nie działa w tej sytuacji. Można rozmawiać, ale kiedy kolesie położyli łapy na dziewczynach, a do tego zjeżdżali nimi coraz niżej, to przegięli pałkę. Już nie tylko nam się to nie spodobało, ale i dziewczyny miały dość. Poczułem podmuch wiatru, a następnie widziałem jak jeden z kolesi ląduje na ziemi. Za nim leci kolejny i kolejny... Przyjaźń zobowiązuje, więc pomogliśmy mu pozbyć się tych kretynów.
-Zayn! - zapiszczała Abi próbując go powstrzymać przed bójką – nie warto..
-Nie dotyka się czyiś kobiet – powiedział przez zaciśnięte zęby i wymierzył pierwszy cios. Skoro on zaczął, to my nie możemy być cipami i stać obserwując wszystko. Takie właśnie rozróby są najlepsze, bo przynajmniej mamy dobry powód i można się wyżyć na obcych ludziach..
...............
Halo halo! Sorka memorka, ale na prawdę nie miałam do tego głowy. Z jednej strony wakacje, wyjazdy, Woodstock, prawko, jakaś nauka do maturki ;-; Chyba ten rok będzie najgorszym w moim życiu, jeśli chodzi o szkołę... Ale spokojnie, jakoś wszystko pociągniemy jak trzeba xx
Więc buziaki i trzymajcie się cieplutko! <3

środa, 19 lipca 2017

Ważne!

Hej idonatorzy... ; c Przepraszam za nasza nieobecność.. Po prostu czerwiec to było jeszcze takie zabieganie w szkole, wycieczki klasowe, diagnozy, wyjazdy rodzinne. A lipiec też zaczął się na wariackich papierach, bo jedna z nas prawko zaczęła, to codziennie na jazdy trzeba jeździć, tutaj znowu 18 urodziny robić dla jednej rodziny dla drugiej i tak nam zeszło ;-;
Strasznie przepraszamy za to, ale na prawdę dziś po ostatnim kursie na prawko zabieram się za rozdział, bo czuję przypływ energii do pisania. ^^
Czekajcie i nie opuszczajcie nas! <3
Kochamy was IDA! <3

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rozdział 68



**Oczami Abi**

Właśnie siedzę przy oknie i obserwuje każdy zakątek pięknej Majorki. Lot nie zajął nam dużo czasu, więc nie jesteśmy zmęczeni. A co za tym idzie? Rozpakowanie i leżenie na plaży z drinkami! Amy nie mogła przestać mówić o tym, jak to ona będzie tylko leżeć, jeść i pić. Mi obojętnie co będę robić, ważne, że z najważniejszymi dla mnie osobami. Wreszcie jesteśmy wszyscy razem gdzieś, gdzie nie ma naszych wrogów i ludzi, którzy marzą o popsuciu naszych wczasów. Chyba, że akurat wybrali sobie ten sam hotel, termin i część Majorki..
-Kotek weźcie idźcie do recepcji, my się zajmiemy walizkami – pokiwałam głową i i wzięłam ze sobą dziewczyny. Szybko odnalazłam wzrokiem kogoś z obsługi.
-Dzień dobry, mieliśmy rezerwację na nazwisko Bennett – powiedziałam, a chłopak trochę starszy od nas z miłym uśmiechem, zaczął wpisywać i szukać.
-Trzy pokoje – powiedział – proszę tu podpisać.
Zrobiłam to co kazał i z uśmiechem wzięłam kluczyki. Dałam przyjaciółką i udałyśmy się na górę. Na ostatnie piętro, gdzie jest najlepszy widok. Nie mogę się doczekać spędzenia tutaj całego pięknego tygodnia. Codziennie będę się budzić przy Zaynie. Normalnie nie mamy na to hmm w sumie nie wiem czego. To on nie lubi u mnie nocować, bo woli się wymykać w nocy do siebie. Mówi, że najlepiej śpi mu się u siebie, ale ja też czasem go potrzebuje. Może przez ten tydzień spodoba mu się budzenie przy mnie. Powinnam wymyślić jakąś strategię, żeby go jakoś przyzwyczaić do siebie jeszcze bardziej. Zayn Malik jest moim wielkim wyzwaniem, ale nie boje się konsekwencji, bo i tak jest już mój.

-Widzimy się zaraz – ucałowałam dziewczyny i poczekałam przed drzwiami na chłopaka. Dostrzegłam go, kiedy wyszedł z windy z naszymi walizkami. Odebrałam swoją różową i otworzyłam nasz pokój. Pierwsze co to chłopak rzucił się na łóżko, a ja otworzyłam balkon. Idealnie, bo nasze trzy balkony są ze sobą połączone w całość. Wiec mamy miejsce, gdzie się będziemy spotykać bez obcych ludzi.
-Pięknie – wyszeptałam czując jego ręce. Odwrócił mnie i pocałował.

-Brakowało mi spędzenia tak czasu – powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Rozpakujmy się i lecimy na basen! - Krzyknęła Amy, a ja szybko wbiegłam do środka, żeby znaleźć swoje ciuchy.
-To ja wezmę prysznic – nie zdążyłam się sprzeciwić. Z miną złego psa usiadłam na podłodze, żeby otworzyć walizki. Jak zawsze nabrałam tyle ciuchów, a co do czego, to będę chodzić w nawet nie połowie z tego. Tak zawsze było i będzie. Bo wolę mieć wszystkiego więcej, jakby co.
Otworzyłam wielką szafę i zaczęłam układać swoje rzeczy. Dobrze, że jest dużo miejsca w pokoju, będę miała gdzie układać buty. Cieszę się, że udało mi się zaklepać te pokoje, bo na zdjęciu nie wyglądały tak pięknie, jak na żywo. Jestem naprawdę zadowolona, ale mam nadzieję, że nie chwalę dnia przed zachodem słońca. Na samym końcu znalazłam bordowy stój, który teraz nałożę. Kupiłyśmy sobie takie same, tylko w innych kolorach. Ciekawe czy dziewczyny je założą.
**

-Za wspaniałe wakacje! - Zniesiono toast i wakacje się zaczęły.
-Chodźcie do wody! -Zaproponował Lou, który jako pierwszy wskoczył do basenu. Woda przezroczysta i przepiękna! Zamoczyłam jedną stopę, żeby sprawdzić jak z temperaturą i muszę przyznać, że mogę się zacząć już pomalutku moczyć.
-Na trzy – Susan odliczała, a ja poczułam jak ktoś mnie bierze na ręce i wskakuje do basenu. Nie zdążyłam złapać powietrza i na początku się topiłam. Oczywiście nie tak poważnie, bo to pierwsza reakcja organizmu. Od razu Mulat mnie podniósł i z paniką w oczach próbował złapać ze mną kontakt. Zdenerwowana pokręciłam głową, ale jego strach uświadomił mi, że się martwi. Przytuliłam go i podtopiłam.
-Nienawidzę cię – wyszeptałam i ucałowałam go w czoło. Zeszłam z jego rąk, żeby popływać z dziewczynami. Zaczęłyśmy zwiedzać cały basen, który nie jest taki mały jak się wydaje. A widok z niego jest tak samo piękny, jak zresztą wszystko co do tej pory zobaczyłam. Jeszcze niebo pełne gwiazd i będę spełniona. Musimy zrobić sobie nockę na plaży, oczywiście nie, żeby tam spać, ale posiedzieć kilka godzin późną porą razem oglądając gwiazdy. Tak jak na tych wszystkich filmach, wino, koc, gwiazdy i same przyjaciółki. Lub bardziej romantycznie, to z naszymi połówkami.
-Podoba wam się tak samo jak mi? - Spytałam zatrzymując się koło przyjaciółek.
-Nawet nie pytaj – odpowiedziała Amy wpatrując się przed siebie – jest idealnie.
-Dokładnie – wyszeptała Sus.

Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się promieniami słońca na swojej skórze. Muszę wrócić pięknie opalona, że na weselu brata wyglądać tak ślicznie, jak przystało na siostrę Pana młodego.. Właśnie, przecież muszę im wysłać e-mail z kilkoma informacjami, które załatwiałam tuż przed wyjazdem. Dokładnie to wczoraj, bo miałam wolny wieczór, więc po spakowaniu stwierdziłam, że po co iść spać. Dlatego wzięłam się za pomoc w weselu i mamy wszystko. Jeszcze tylko potwierdzenie od gości i ostateczne menu. Oczywiście sukienkę Ashley już ma, kupiła kilka dni temu. Muszą mi wysłać zdjęcie, a ja za niedługo pewnie wybiorę się z dziewczynami do sklepu. Zorganizujemy jeszcze wieczór panieński, to znaczy pomożemy jej przyjaciółce, żeby nie miała za dużo na głowie. W końcu wszystko musi być idealne, jak na naszą rodzinę. Zayn pewnie zostanie zaproszony też na wieczór kawalerski mojego braciszka, bo po ostatnim spotkaniu chyba się dogadają.
-Co powiecie na wspólną kolację i spacer po plaży? - Rozmarzyłam się na samą myśl. Chłopaki i tak nie mają nic do gadania, muszą się zgodzić na nasze warunki. W końcu powinni być zadowoleni, że my się cieszymy. Jakiś romantyczny wieczór, a następny może być niezwiązany z miłością. Na pewno dla każdego coś się znajdzie.
-Liam coś mi wspominał, że zjemy wspólnie kolacje, ale nie wiem czy chce potem iść na plaże – przyznała Susan, a ja pokiwałam głową.
-Dobra, to ja biorę Malika na spacer – zaśmiałam się i odpłynęłam w stronę swojego chłopaka. Zostawić ich tylko na chwilkę, a już zaczynają się bawić w przedszkolaki. Zaczęli skakać do wody jak mój brat, kiedy był młodszym dzieckiem, bo patrząc teraz, to prawie w ogóle się nie zmienił.
-Czy moja księżniczka, chce coś do picia? - Wdrapałam się na brzeg basenu i mogłam obserwować przyjaciół.

-Tak, poproszę coś kolorowego – puściłam mu oczko, na co złapał się na klatkę piersiową i udawał zawał. Pokręciłam głową i zamknęłam oczy. Poczułam jak się unoszę, ale nie uchyliłam powiek, ze względu na mocne słońce. Kiedy zostałam położona na leżaku zobaczyłam, że za tym stoi Louis.
-Nie mogłaś przecież leżeć na tym zimnym – odparł i wrócił biegiem do wody. Spojrzałam na kolorową, a ona wzruszyła ramionami dając mu buziaka. To takie urocze, że na reszcie znalazłyśmy sobie kogoś, kto szanuje nasze przyjaciółki. Pamiętam jednego chłopaka od Am, ten to był milusi, a potem wyszło szydło z worka. Obgadywał każdą, a nawet swoją dziewczynę. Przy niej był kochanym chłopakiem z miłością do nas, ale gdzieś na mieście nawet nie raczył odpowiedzieć cześć. Nie wiem na czym to polega, ale właśnie takich kocha się najmocniej? Wątpię, ale kolorowa miała fioła na jego punkcie. Przynajmniej przez pierwsze parę miesięcy. Starałam się jakoś to szanować i wmawiać sobie, że to musi być prawdziwe uczucie. Jednak kiedy zerwali, to dziękowałam Bogu. Teraz przynajmniej ma takiego Lou, który jest naprawdę kochany.
-Kotek, posmaruj mi plecy – usłyszałam koło swojego ucha, więc mozolnie wstałam. Schyliłam się pod leżak, żeby znaleźć balsam do opalania, ale najwidoczniej nikt go nie wziął.
-Będę taka kochana i pójdę do pokoju po to – owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do hotelu.
-Chyba, że mam iść z tobą? - Poruszył zabawnie brwiami, więc rzuciłam w niego tym ręcznikiem.
-Potem możemy iść razem – odpowiedziałam i zaczęłam kręcić biodrami.

Szłam ślimaczym tempem, szczególnie na kafelkach. Już kiedyś wywinęłam ładnego orła po wyjściu z basenu. Dlatego teraz wole zachować ostrożność i nie nabić sobie nowych siniaków.
Uśmiechnęłam się do chłopaka siedzącego na recepcji. Pewnie jego praca jest nudna, więc przynajmniej w taki sposób można ją urozmaicić. Poczułam jak na mnie patrzy, to wina samego bikini. Mogłam nie rzucać w chłopaka okryciem, czułbym się komfortowo.
Poczekałam na windę i pojechałam na górę. Chwilę mi zajęło otwarcie pokoju, ale w końcu do niego weszłam. Rzuciłam klucz na szafkę i poszłam do lodóweczki, skąd wyciągnęłam wodę. Zrobiłam kilka łyków i mogłam zacząć szukać kremów na opalanie. Co on by zrobił bez mojego segregowania rzeczy. Otworzyłam odpowiednią kieszeń i wszystko tam ładnie leżało. Wzięłam to co miałam i wróciłam na dół.
-Dawaj plecy – kucnęłam przy szatynie, żeby rozsmarować krem na jego ciele. Pod wpływem zimnej substancji zadrżał, a ja się zaśmiałam. Delikatnie rozprowadzałam krem na plecach szatyna. Kiedy skończyłam, to wręczyłam mu buteleczkę i sama się wyłożyłam na leżaku obok. Bez żadnego westchnięcia wstał i wykonał te same czynności co ja. W podziękowaniu ucałowałam go i zaczęłam się delektować nową książką. Przynajmniej teraz mam czas na czytanie, bo w czasie szkoły nie mogłam sobie pozwolić na książki, które nie są lekturami.
Podniosłam tylko na chwilę wzrok znad książki, żeby spojrzeć na basen. Jednak naprzeciwko przemknęła mi znajoma twarz. Na początku myślałam, że to zwidy, ale z drugiej strony to chyba ona.. Niemożliwe, przecież to Majorka.
Pokręciłam głową i wróciłam do czytania. Zwariowałaś Abigail, odpocznij i będzie lepiej..

**Oczami Liama**

-Susan! - krzyknąłem odchylając się do przodu – to boli. Miałaś być delikatna.
-A ty miałeś się nasmarować kremem z filtrem, ale po co – odpowiedziała mrucząc coś pod nosem – teraz musisz pokazać, że masz jaja. Wiec wytrzymaj chwilę, a ból minie.
Nienawidzę tego bólu, kiedy spiekę sobie plecy, a ktoś usiłuje mnie nasmarować żelem po opalaniu. Mam nadzieję, że szybko jej to zejdzie i będę mógł spokojnie żyć. Obiecałem chłopakom, że spotkamy się za niedługo w celu wypróbowania hotelowej siłowni. Mimo wakacji o formę trzeba wszędzie dbać. Zresztą musimy kupić sobie karnety w Londynie na tą sama siłownie, żeby mieć z kim tam chodzić. Przynajmniej trening szybciej minie i w przyjemniejszej atmosferze, bo jak jestem sam, to zazwyczaj strasznie mi się dłuży. A tak można zabić czas podczas jazdy rowerkiem na przykład rozmawiając o przyszłej imprezie, albo dziewczynach.
-Może my z dziewczynami powinnyśmy pójść też poćwiczyć? Przez was jest mi głupio, że nie jestem aktywna... - Usłyszałem od swojej dziewczyny, więc się głośno zaśmiałem, przez co miałem wbite paznokcie w szyję.
-To nie jest złośliwe – wyburczałem – po prostu nie musisz, bo masz dla mnie super figurę.
-Taaa, ale ruch to zdrowie. Zresztą Abigail jest naszym sportowcem, więc to zawsze ona za nas trzy biegała, albo robiły inne takie rzeczy.
-Słyszałem, że maja zajęcia zumby, możecie się wybrać, a my popatrzymy – uderzyła mnie w ramię, ale nim zdążyła zabrać rączkę, chwyciłem ją i pociągnąłem na łóżko.
-Przecież się śpieszysz – zaśmiała się w moje usta, ale nie zamierzała przestać się nimi bawić – chociaż, kilka minut spóźnienia..

Spojrzałem na zegarek, który wisiał za moją kobietą. Jakieś 20 minut, powinno wystarczyć. Tak więc przekręciłem nas tak, że to ona była pode mną. Trzeba zaznaczyć stanowisko alfy w tym związku. Kręcąc głową zaczęła ściągnąć moją koszulkę, ale widząc jej nieudolność, musiałem dać pomocną dłoń.

**
-Masz wyczucie czasu – po raz kolejny skarciłem Louisa, który zapukał raz i wszedł do mojego pokoju, gdzie akurat byliśmy w połowie czegoś pięknego.
-Stary, nawet nie wiesz jak mi głupio – widziałem już wtedy jego zażenowanie całą sytuacją – będę musiał przeprosić jeszcze kilka razy Susan.
-Myślę, że nie ma ci tego za złe, przecież to normalna sprawa. Bardziej się zawstydziła, że widziałeś ją półnagą. - Przyznałem wychodząc pierwszy z windy.
-Jak dobrze, że to nie ja chciałem wejść pierwszy do waszego pokoju – wreszcie skomentował całą sytuację Zayn – a mieliście gumkę przynajmniej?
-Tabletki i gumka – odpowiedziałem – dobra to od czego zaczynamy?
Wspólnie rozpoczęliśmy zwiedzanie siłowni, a kiedy znaleźliśmy większy kąt, postanowiliśmy się rozgrzać. Nie mam zamiaru chodzić przez cały tydzień z naciągniętym mięśniem.

*
-Czyli nie jutro, tylko pojutrze? - spytałem jeszcze raz, żeby wszystko zaplanować.
-Myślę, że będzie dobrze, bo zdążymy się zaaklimatyzować..
-A ostatni przed ostatni wieczór nie będzie lepszy? - Przerwał Zayn – wtedy będzie tak bardziej no nie wiem.. jak wolicie, ale musimy wymyślić coś naprawdę wyjątkowego.
-Najważniejsza jest plaża, to chyba będzie najlepsze miejsce, żeby to zrobić. - oglądając dużo filmów romantycznych, nie tylko z rudą, ale i z innymi dziewczynami, zauważyłem, że one lubią takie klimaty. A z tego co wiem to nasze trzy przyjaciółeczki, kiedyś dyskutowały na temat zaręczyn na właśnie pięknej plaży. Wiec, czemu by nie spełnić takich marzeń z dzieciństwa? Jeszcze potrójne, to już w ogóle będzie jedno z marzeń.
-Zapisze co nam potrzebne – wysapał Malik wyciągając telefon – dużo róż, czerwonych czy jakiś innych?
-Czerwone są najładniejsze – skomentował Louis, który właśnie skończył ostatnią serię unoszenia ciężarów – wino i owoce, które kochają.
-Truskawki – od razu co skojarzyło mi się z Susan – winogron i maliny – przypomniałem sobie ich rozmowę o ulubionych owocach, więc to jest chyba trójka najlepszych przysmaków.
-Balony! - krzyknął Lou przyspieszając na rowerku – najlepiej kolorowe.
-Muzyka to już się dogadamy co do utworu – Malik szybko notował i mówił coś pod nosem, żeby nie zapomnieć – i jeszcze albo rezerwujemy kolację, albo sami ją robimy i zjemy na plaży.
-Ciężki wybór – podrapałem się po głowie- myślę, że lepiej będzie zjeść w lokalu.

Zgodzili się ze mną i Zayn zakończył chwilowo listę. W międzyczasie na pewno jeszcze nam coś przyjdzie do głowy, a tymczasem zajęliśmy się cardio. Trzeba szybko się uwinąć, bo dostałem sms od rudej, że wybierają się na te zajęcia co jej polecałem. Według mnie każda z nich ma śliczną figurę, ale zawsze można coś dopracować lepiej. W końcu każdy dąży do lepszej wersji samego siebie.
Może po takim aktywnym wieczorem, powinniśmy wybrać się na porządną kolację?
Wpisałem szybko w wyszukiwarce najlepsze restauracje w pobliżu. Wyskoczyło mi ich sporo, ale wybrałem pierwszą lepszą na drodze dedukcji. Po przeczytaniu menu zrobiłem rezerwację i skończyłam trening. Z uśmiechem na ustach chwyciłem butelkę wody i skierowałem się do szatni, żeby wziąć czyste ciuchy i wskoczyć pod prysznic. Chłopaki jeszcze zostali na ostanie 5 minut, więc w tym czasie mogłem się spokojnie doprowadzić do porządku. Pewnie w hotelu będę się mył jeszcze raz, może nie sam tylko z Susan wspólnie sobie umyjemy plecy..

-Gdzie one są? - Zayn otworzył kolejne drzwi, za którymi tym razem były zajęcia dla starszych Pań – przepraszam – wyszeptał z zażenowaniem i się cofnął.
-Chyba tutaj – wskazałem na drzwi, zza których docierała głośna muzyka. Uchyliłem i zobaczyłem rudą czuprynę. Na palcach przeszliśmy bokiem i zajęliśmy miejsce dla gapiów.
Nie odwracałem nawet na chwilę wzroku od swojej dziewczyny. Może i nie jest utalentowana tanecznie, ale ruszać ciałem potrafi. Prowadzący wymiatał, ale nie dorównywał mojej Susan. Bo przecież dla mnie, tylko ona jest w centrum. Nic innego się nie powinno liczyć.
Kiedy skończyła się już nie wiem, która piosenka, to miałem ochotę wyjść. Wyciągnąłem chłopaków na papierosa, żeby zostawić dziewczyny same. Chwila na świeżym powietrzu i mogę wracać do swojego pokoju, gdzie będę się szykował na wspólna kolację w gronie przyjaciół.
-Napiszę Ab, żeby przyszły do pokoju po zajęcia, bo idziemy na kolację – powiedział Malik podając mi zapalniczkę. Odpaliłem swoja fajkę i głęboko się zaciągnąłem.
-Ubieramy się normalnie, czy jakoś specjalnie? -Spytał Louis.

Spojrzałem na niego i wzruszyłem ramionami. W sumie nie musimy się stroić, jak będzie odpowiednia okazja, to wtedy możemy zaszaleć.

-Ja ubieram jakieś ciemne spodnie, a do tego jasną koszulę lub koszulkę. Chyba, że Bennett mi wybierze coś innego – zaśmialiśmy się i w sumie on ma rację. Pewnie Susan też będzie wolała mi coś wybrać, bo one zawsze wiedzą lepiej w sprawie mody. Ja się podpasuje do wszystkiego, byle by było miło i smacznie.
-Potem możemy iść i zwiedzić miasto – zaproponował Lou, a ja się zgodziłem. Jakieś pamiątki mógłbym kupić rodzinie i sobie do domu.
-Idziemy? - Spytałem, a oni wyrzucili kiepy i ruszyliśmy w kierunku naszego hotelu.
.....
Hej! Już po świętach, ale rozdział jakoś się napisał. Trochę to musiało potrwać, bo wena jest ciężka do uzyskania... Niestety ;-; Lecz jakoś go skończyłam i możecie napisać co tam o nim sądzicie, czy jest tak bardzo zły. A może jakoś ujdzie xD
Ktoś zapytał kiedy będzie rozdział na moim blogu xx Więc już go kończę i na dniach postaram się dodać coś na You're my destiny <3
Pozdrawiamy IDA!! ^^

wtorek, 11 kwietnia 2017

Zapowiedź 68 rozdziału

Hej kotki! :>  Rozdział już się pisze, pomalutku, ale już na weekend powinien być xd Albo nawet w czwartek... Jeszcze zobaczę, bo nie miałam weny.. Ale wróciła! Więc czekajcie i oglądajcie xx 

środa, 8 marca 2017

Rozdział 67



**Oczami Susan**

Właśnie ledwo dopięłam swoją tęczową walizkę, która jest pełna letnich ubrań. Oczywiście wzięłam kilka ciepłych rzeczy, ale to takie plan mega awaryjny, bo raczej tam nie czeka mnie temperatura na minusie. Dziewczyny jak tylko wstały, to też podążyły w moje ślady. Jeszcze muszę powiadomić Liama, ale nie tylko jego. Przecież żaden nie wie o naszym poniedziałkowym wylocie. Takie wakacje bardzo dobrze nam zrobią, nie tylko po ukończeniu szkoły. Tylko ogólnie po tych wszystkich wydarzeniach, które nas spotkały na przełomie całego roku. Był to takie atrakcji worek.

-Bierzesz podręczny plecak? - Weszła do mnie Amy, która oparła się o drzwi i obserwowała moje poczynania.
-Właśnie nie wiem, czy lepiej wielką torebkę – zawahałam się wyciągając z szafy czarny plecak i podobnej wielkości torebkę – wezmę plecak.
-To super – odpowiedziała, ale nie odeszła.
-Co chcesz? - Spytałam pakując ostatnie rzeczy, które muszę mieć pod ręką.
-Musimy im powiedzieć – zaczęłam, a ja pokiwałam głową – może zadzwonię, żeby przyjechali? Lepiej, żeby się zdążyli spakować.

-To zadzwoń i sprowadź ich tu jak najszybciej – wypchałam ją za drzwi, a sama rzuciłam się na łóżko.
Od kilku godzin siedziałam i się pakowałam, mam nadzieję, że niczego nie zapomnę. Najwyżej coś sobie tam kupie. Myślę, ze ten wyjazd będzie przełomem w naszym życiu i naszych związkach. Na reszcie spędzimy ze wspólny tydzień gdzieś daleko, a chłopaki jeszcze się zbliżą do siebie. Na tym nam od początku zależało, ale wyszło jak wyszło i co do czego ich przyjaźń idzie do przodu.

Zresztą jak tak rozmawiałam sobie z Payno, to coś tam wspominał, że jest tak jak dawniej. Przynajmniej on czuje stare czasy, ale oczywiście wie jak jest.
-Susan! Chodź, bo zrobiłam nam kawę i grzanki – usłyszałam jak Abi mnie woła. Jakie urocze, aż poczułam takie ciepło na serduszko. Szybko zleciałam na dół jak na skrzydełkach. Brunetka w króciutkich szortach i topie nosiła na stół jedzenie i picie. W podskokach ucałowałam ją w policzki i pobiegłam do kuchni, żeby jej pomóc.
-Kocham cię – wyszeptałam biorąc pierwszą grzankę i posmarowałam ją masłem orzechowym – tego mi było trzeba.
-Wiem, ja też musiałam coś zjeść – odpowiedziała siadając naprzeciwko.
-Gdzie Am? - Przyjaciółka wskazała na drzwi od łazienki, pokiwałam głową i zajadałam się.
-Spakowałaś się już?
-Właśnie skończyłam, ale myślę czy czegoś nie zapomniałam – odpowiedziałam sprawdzając telefon. Nic ciekawego nie znalazłam, tylko powiadomienia z social mediów.
-Właśnie podjechali pod nasz blok – wybiegła kolorowa i stanęła w miejscu nie wiedząc czy iść się przebrać, czy jednak usiąść koło nas. Spojrzała na nasze ciuchy i na swoje, więc po prostu zajęła miejsce obok mnie i wzięła do ręki kubek z kawą. Ja też upiłam sobie kilka łyków i po chwili usłyszałam dzwonek, a następnie sobie po prostu weszli do środka. Rozmawiali cały czas, ale nie słyszałam na jaki temat. Zobaczą nas w piżamach, to chyba od razu im staną.
-Siema! - Krzyknął Lou biegnąc do Amy – cześć kotek – pocałował ją i ugryzł jej grzankę. Zaśmiała się, ale wstała, żeby usiąść na jego kolanach.
Przełknęłam ostatni gryz i wstałam do swojego Liama. Przytulił mnie mocno i pocałował. Zayn wszedł ostatni chowając telefon do kieszeni. Uśmiechnął się do nas i od razu jego wzrok stanął na małej brunetce, która cały czas siedziała i jadła. Poszedł do niej u utulił ją od tyłu, ale delikatnie, żeby nie wylała na siebie gorącego napoju.
-Siadajcie musimy porozmawiać – zabrzmiała groźnie, ale wszyscy się jej posłuchali i usiedli – pierwsza sprawa dotyczy naszego kochasia.. co z nim?

Ledwo przełknęłam ślinę słysząc to z ust Abi. Na pewno chwilę walczyła, żeby to w ogóle powiedzieć.
-Już go nie będzie – odpowiedział Liam – nie musicie się przejmować, bo jesteście bezpieczne.
-A Diana? - Nie mogłam przestać o niej myśleć, od wczorajszego wieczoru, kiedy wypiłyśmy i zaczęłyśmy sobie tak otwarcie rozmawiać. Oczywiście na każdy temat, dlatego też kilka zdań o niej się pojawiło. Nie wiem co się z nią stanie, czy dalej będzie nam mieszać w życiu.
-Nie widzieliśmy jej od ostatniej pogawędki – odpowiedział Lou – pewnie jak się zjawi, to będzie to coś głośnego – zaśmiał się szturchając Amy.
Spojrzałam na przyjaciółki i kiwnęłam głową, że skoro nie mamy innych pytań, albo przynajmniej chwilowo ich brak, to możemy powiedzieć o wyjeździe.
-Macie jakieś plany na przyszły cały tydzień? - Zaczęła Bennett patrząc na Malika i innych. Oni wzruszyli ramionami, ale to był znak, że jeszcze nic nie wiedzą.
-To bardzo dobrze, bo mamy dla was niespodziankę! - Zapiszczałam podekscytowana. - Zabieramy was na Majorkę!
-Co? - spytał nie wierząc Liam, więc go pocałowałam i mocno przytuliłam, żeby nie pomyślał, że to sen, albo ściema.
-Wylatujemy o 8 w poniedziałek – oznajmiła Abi – i mam nadzieję, że teraz wszystko wyjdzie – tutaj zwróciła się do swojego chłopaka, który ścisnął jej rękę i przyłożył do swojego serca. Niby nic takiego, ale dla niej to znaczy wszystko.
-Zaskoczyłyście nas – odezwał się Lou – to my powinniśmy was gdzieś zabrać, a nie na odwrót.
-Następny wyjazd wy stawiacie – puściła mu oczko Am i wzięła swój kubek z napojem – spakujcie się i najlepiej przyjedźcie do nas jutro wieczorem, razem pojedziemy na lotnisko.
-Dobry pomysł – pokiwał Liam – to posiedzimy chwilę z wami i się zwijamy. Musimy jeszcze załatwić jedną rzecz.
Spojrzeli na siebie w porozumiewawczy sposób, a ja tylko mogłam się domyślać, ale nic nie wymyśliłam...

**
-Was też zastanawia ta ich wspólna sprawa? - Spytała umierając z ciekawości. Li nie chciał mi nic powiedzieć, zmył mnie, kiedy pytała o to. Mam nadzieję, że to nic groźnego, bo jak sobie coś zrobią, to polecimy bez nich.
-Zayn nie chciał mi nic powiedzieć, więc może poczekajmy – powiedziała Abi zmywając naczynia, a ja je wycierałam. Am na chwile zniknęła, ale jej zadaniem jest chowanie naczyń do szafek.
-Może jakieś zakupy? Musimy mieć coś na drogę, albo przynajmniej wodę – wróciła i zajęła się pomaganiem.
-Jestem za, bo woda nam się kończy – oznajmiła Abi wycierając mokre ręce – jest za zimo, żeby iść w takich szortach?
-Zdecydowanie – odpowiedziałam i wyszłam za nią, żeby ubrać się w jakieś cieplejsze ciuchy.
-Za 10 minut widzimy się na dole! - Wyzwanie przyjęte, więc szybko pobiegłam do swojego pokoju, żeby coś na siebie nałożyć.
Wyciągnęłam pierwsze lepsze spodnie i patrząc na okno wzięłam krótką bluzkę i koszulę w kratkę. Włosy tylko rozczesałam, a makijażu nie zrobiłam. Jedynie rzęsy i usta nawilżającą pomadką. Po co mi coś innego do spożywczaka? To chwila moment i jesteście w domu, chyba, że po drodze kogoś spotkamy. Wtedy może się przeciągnąć, ale raczej nie...

**Oczami Zayna**

-Kurwa, nie znam się – wyszeptałem oglądając kolejną biżuterię – może ten?
-Chyba dla babci – skomentował Liam szturchając mnie w ramię.
Któryś stwierdził, że to jest najlepszy jubiler w Londynie. Zaufałem im na słowo, ale chwilowo nie widzę nic, oprócz wielkich cen.

Skoro to ma być coś niesamowitego, to na pewno diament. Od dziecka wiedziałem, że kupię swojej księżniczce coś co ma diament. Jeśli chodzi o taką okazję, to na pewno będzie wielki i bardzo drogi. Odszedłem od chłopaków i zajrzałem na półkę z samym srebrem. Zerknąłem i w sumie nic nie zobaczyłem, ale po chwili mój wzrok wrócił na jeden piękny przedmiot. Poczułem, że to jest to. Nie myśląc długo, zawołałem Lou.
-Zajebisty – skomentował i poklepał mnie po plecach – znajdź mi coś dla Amy, tym swoim okiem.
Zaśmiałem się i zacząłem czegoś szukać. Nie wiem co jest dla kolorowej. Lepiej najpierw kupie prezent dla Abi, a potem pomogę przyjacielowi.
-Przepraszam – zwróciłem się do kasjerki – czy mogę poprosić Panią o wyjęcie tego tutaj?
-Już – uśmiechnęła się i wyciągnęła spod lady kluczyk, który pewnie jest do tej gablotki. Pokazałem jej o co mi chodzi, więc wyciągnęła i wróciła na swoje poprzednie miejsce. Podała mi pierścionek, żebym mógł mu się bardziej przyjrzeć.
-Może Pani go przymierzyć? - pokiwała niepewnie głową, ale się zgodziła. A ja tylko chciałem sprawdzić, czy wejdzie na palec Abi.
-Jeśli nie będzie dobrze leżał, to zapraszam do zwężenia lub poszerzenia – powiedziała pokazując mi swoją dłoń. Złapałem za nią i oglądnąłem biżuterie dokładnie. Myślę, że będzie idealny i bardzo jej się spodoba. Spytałbym mamę o zdanie, albo siostry, ale nie chcę ujawniać niespodzianki za wcześnie. Ponieważ nic nie jest pewniakiem.

-Proszę go zapakować w takie ładne opakowanie – pokazała mi kilka kolorów, a ja musiałem chwilę pomyśleć. Wybrałem niebieskie pudełeczko. Kiedy kobieta pakowała pierścionek, ja rozejrzałem się dookoła, aby sprawdzić co chłopaki znaleźli. Payne trzymał coś w ręce, a Louis kucał przy gablotce ze srebrem.
-Razem będzie 800 funtów – usłyszałem, więc wyciągnąłem portfel i podałem swoją kartę. Wpisałem pin i chwilę zaczekałem, aby wziąć swój zakup.
-Dziękuje – odszedłem od kasy i wyszedłem ze sklepu, żeby nie robić sztucznego tłumu. Poczekam na chłopaków na zewnątrz, może zajrzę do sklepu z bielizną. Błyskotki są idealne dla dziewczyn, ale jakieś korzyści muszę z tego mieć.

Sprzedawczyni spojrzała na mnie i się zarumieniła. Każda ma kisiel, kiedy mnie widzi. Nic nie poradzę, ale podszedłem do półki z koronką. Chyba każdy mężczyzna lubi oglądać, seksowną kobietę w koronkowej bieliźnie. Chociaż najlepiej jak ona nic na sobie nie ma, ale to już taki kruczek.
-W czymś pomóc? - Usłyszałem za sobą, więc odwróciłem się i pokiwałem głową.
-Najlepiej coś czarnego i wyjątkowego, na specjalną okazję – powiedziałem zmieszany, bo nigdy nie wybierałem czegoś specjalnego. Zawsze to było takie po prostu, wszedłem, poprosiłem o pomoc i wziąłem nie patrząc na to. Ale co się dziwić, skoro to było dla Perrie. Blondyna nie była dla mnie, szczególnie po kilku skokach w bok. Nie byłem lepszy, bo jak się dowiedziałem, to postąpiłem dokładnie tak samo.
-Proszę zobaczyć ten komplet – spojrzałem, ale coś w nim było nie tak, więc skrzywiłem się – więc może ten?

-To jest to – wziąłem, żeby dotknąć mięciutkiego materiału – proszę zapakować.
Poszedłem za kasjerką, żeby zapłacić. W głowie miałem tylko rzeczy, które muszę spakować ze sobota na Majorkę. Mamy sobotnie popołudnie, więc trzeba się za to zabrać. Chociaż jakaś zabawa w klubie, też chodzi mi po głowie. Może zabiorę chłopaków do Maddox i tam się zabawimy we trójkę. Jak będą chcieli to ściągniemy Horana. Po kilku piwkach będzie nam lepiej, i może w końcu się wyluzujemy. Zresztą i tak jest lepiej, niż myślałem, że będzie. Teraz czuję, że jestem tu, gdzie powinienem być. Kilka miesięcy temu nawet nie myślałem o przyjaźni, a co dopiero o miłości.. Takie słowa zostawiałam za drzwiami. A porobiło się więcej, niż mogłem sobie pomyśleć. Jak tylko nasz plan się powiedzie, muszę zadzwonić do mamy. Może tym razem zabiorę tam Abigail.

Moja rodzina ją pokocha, tak jak ja.

-Mamy wszystko – poruszyłem gwałtownie głową patrząc na chłopaków – jedziemy?

-Zapraszam was na piwo – zaproponowałem kierując się na parking.

-Stary, to jest dobry pomysł – zgodził się ze mną Louis – więc ruszajmy.

**

-Nasza własna loża – zaśmiał się Payne, prosząc o kolejną kolejkę – fajny masz ten klub.

-Wiem – odpowiedziałem okładając ostatnie papiery, którymi musiałem się zająć natychmiast. Jutro nie będę miał na to czasu, a potem przez tydzień ktoś musi mnie zastąpić. A ważnych spraw na pewno mu nie zostawię. Ufam tylko sobie, kiedy chodzi o interesy i pracę.

-Wiecie co w ogóle się dzieje z Harrym? - Spytał Lou.

Wzruszyłem ramionami i postanowiłem zapalić. Doskonały powód.

-Amy coś wspominała, że jest z jej kuzynką. Mieszkają w Londynie, ale nie kontaktowali się ostatnio z nią – dokończył.

-Może on nie ma ochoty nawiązać z nami kontaktu – powiedziałem – albo po prostu nie wie jak zacząć rozmowę.

-Znając go, mogę mieć pewność, że chodzi o pierwszą opcję. Ale widząc nowego Stylesa sądzę, że to jednak to drugie.
-Ja bym się nim nie przejmował – wtrącił Horan – pomyślałbym o Dianie, która dalej jest gdzieś tutaj. Niby siedzi cicho, ale za cicho jak na nią.

Tym dał mi do myślenia. Znam blondynę z czasów, kiedy dyrygowała każdym i było jej pełno. A teraz tak nagle ucichła i w sumie nie wiem czemu. Niby kazaliśmy się usunąć z naszych oczu, ale czy ona słucha kogokolwiek? Mogła się bać tego kolesia, ale sprzątnęliśmy go z ulicy, więc jest w połowie bezpieczna. Jedynym jej zagrożeniem jesteśmy my, już nie my, ale nasze dziewczyny. Nie wiem czy przepuściłyby ją tak po prostu na ulicy. Nie obyło by się bez siniaków, albo nieprzyjemnych słów. Zakładam, że pierwszy i drugie może mieć miejsce.
-Całe szczęście my znikamy na tydzień, więc bezpieczeństwo naszego miasta zostawiamy tobie – zaśmiał się Payne klepiąc blondyna po plecach.
-No tak, lepiej leżeć sobie na plaży, a biednego Nialla zostawiać samego na pastwę Diany i kto wie kogo jeszcze... Zapamiętam to sobie – podałem mu kufel piwa, więc tylko się ucieszył i zabrał za picie. Jednak wiem jak uciszyć przyjaciela.. Cofam, nie mogę używać tak wielkich słów. Powinienem uważać co kiedy myślę, bo mogę się znowu na kimś przejechać.
-Co powiedziecie, jak wszystko będzie super, nawet lepiej niż w filmach i nagle ona coś zacznie odpierdalać?
-Mówisz o tym, że będziemy szczęśliwi i ona zacznie się do nas przystawiać? - Spytałem próbując zrozumieć sens tego wszystkiego, co powiedział Liam. Odpowiedź jest prosta, ale nie do końca kiedy chodzi o demony przeszłości.
-Dokładnie tak. Każdy miał do niej słabość, po tym wszystkim nią rzygam, ale co gdyby?
Przygryzłem dolną wargę i analizowałem swoją odpowiedź. Nie wiem co dokładnie mam powiedzieć. Tak samo mam tej dziewczyny dość, szczególnie po tym co zrobiła mojej kruszynce i jej przyjaciółkom. Jak okropnym i zdesperowanym trzeba być, ale z drugiej strony to jest Diana. Za taką osobowość nie jeden ją pokochał.. Jesteśmy żywym dowodem..
-Uważam, że któryś by z was mógł ulec – wyszeptał Niall podkręcając atmosferę.
-Według mnie Horan ma rację – zaczął Lou – może i żaden by nie chciał, ale ona potrafi wykorzystać każda sytuację. A już na pewno nie zawsze jesteśmy w stanie kontrolować się po alkoholu. To jest ten słaby punkt, którego ona szuka.
Żaden nic nie powiedział. Próbowałem coś odpowiedzieć, ale jednak jego argument jest za dobry. Mogę zacząć bronić swojej miłości do Abigail, ale oni też kochają swoje dziewczyny. Więc mamy ogólnie przejebane, jeśli blondyna wróci do swojej chorej gry.
-Wypijmy za błędy, których nie popełnimy – uniosłem kufel w górę, żeby się z nimi stuknąć. Po chwili oni zrobili to samo i wypiliśmy duszkiem alkohol...

.............
Wybaczcie, że zeszło nam to tak mega długo xdd Ale jakoś tak powrót do szkoły po feriach nie był łatwy, a w ferie było ciężko znaleźć wolną chwilę na cokolwiek. Spróbuje jakoś to nadrobić, ale nie wiem jeszcze czy się uda :"D Chociaż zbliżamy się już do końca drugiej części xdd I tak już dawno miał być koniec, żeby zacząć 3 część... ale jakoś tak nie mogę xdd
To miłego czytania i do usłyszenia <3

piątek, 3 lutego 2017

Rozdział 66


**Oczami Am**
Jadąc na kolanach swojego chłopaka, byłam w szoku. Tak naprawdę nie wiedziałam, że dokonam czegoś takiego. Owszem, odkąd się przed nami pojawił, to miałam na to ochotę. Ale jednak... nie do końca tego chciałam.
Całe szczęście jest już po wszystkim, a koleś zakochany w naszej trójce, nie wiem czemu, ale jest w bagażniku naszego auta. Podobno chłopcy biorą go do Zayna, gdzie będą mogli się nim dokładnie zająć. Nie mam nic przeciwko. Niech robią co tylko zapragną. Mam nadzieję, że będzie to duży rozlew krwi. Bo właśnie tego każda z nas chce.
Po twarzach moich przyjaciółek widać zmęczenie, ale i jakieś szczęście. Możemy dziś spokojnie położyć się do łóżek i nie myśleć co by było, gdybyśmy nie zamknęły drzwi lub okna. Na reszcie mamy komfort domowy jak i życiowy. Nie będę się oglądać za siebie, podczas pracy czy na zakupach.
-Chcecie jechać od razu do domu? - Spytał Liam, który siedział za kierownicą.
-Tak – wyszeptałam przymykając oczy.

Spojrzałam na siedzenie obok, gdzie siedział Malik, a do jego boku była przyklejona Abi. Zrobiła mu chwilę temu porządny opatrunek, więc teraz chłopak musi sobie go zmienić sam, skoro jadą do niego bez nas. Czasem myślę, że oni nic nie potrafią zrobić bez naszego udziału. Lecz potem zdaje sobie sprawę ze wszystkiego, i od razu zmieniam zdanie. Są dużymi chłopcami, którzy już dawno dorośli.
-Jesteśmy – szturchnął mnie Tommo – jutro przyjedziemy.
-Dobra – ziewnęłam zakrywając buzię – idę spać. - Pocałowałam go w usta i wyszłam jako pierwsza. Opuściłam trochę niżej ciasną sukienkę i poszłam otworzyć drzwi. Za mną po chwili podążyły dziewczyny. Auto odjechało dopiero, kiedy wszystkie weszłyśmy do środka. W ciszy szłyśmy po schodach w górę. Nie wiem czemu, ale cała sytuacja wyssała ze mnie całą energię. Czuję się jak po kilku godzinach uczenia się. Dosłownie tak samo.
-Ja mam klucze – zareagowała Abi, zanim pociągnęłam za klamkę. Odsunęłam się i pozwoliłam dziewczynie działać. Po otwarciu się naszego mieszkania, poczułam przypływ szczęścia. Weszłam tam i z uśmiechem ściągnęłam obcasy, które dawały mi mnóstwo bólu. Kto je wymyślił? Jakby nie mogli połączyć czegoś takiego, z czymś co jest wygodne..
-Coś do jedzenia? - Spytała Susan wymijając mnie i wchodząc do kuchni.
-Ja to bym wypiła zieloną herbatę – odpowiedziała Abi kierując się na górę – ale najpierw pozbędę się tego – wskazała na sukienkę i zniknęła. Wzruszyłam ramionami i uruchomiłam telewizor. Jak zwykle jakaś polityka, wypadki, nowe dzieci, królowa gdzieś poszła... Wszystko na jedno kopyto. Przełączyłam na kanał muzyczny, żeby posłuchać czegoś dobrego.
Skoro zaczęły się najdłuższe wakacje dla dziewczyn, więc pewnie i dla mnie też, to może jakiś wyjazd? Mogłabym teraz wsiąść w samolot i polecieć gdziekolwiek. A najchętniej to na jakąś gorącą wyspę, gdzie będziemy leżały i się opalały całe dnie. A do tego te super kolorowe drinki.
Nabrałam ochoty na taki wyjazd, więc odpaliłam laptopa, aby mieć większy ekran i czas na poszukiwania..

-Co robisz? - Napadła mnie Susan, podając piwa.
-Boże, dziewczyno kocham cię! - Krzyknęłam biorąc kilka dużych łyków. Nie wiedziałam, że chciałam się napić. Najwidoczniej ona czyta w moich najskrytszych myślach. 

-Wiem czego nam potrzeba – uniosła swoje szkło – za nas – wzniosła toast, gdy dołączyła się Abigail ze swoją herbatą.
-Najpierw coś ciepłego, potem się dołączę – skomentowała siadając po turecku obok mnie. Spojrzała na telefon, a zaraz po tym na laptopa. - Czego szukasz?
-Jak zwykle, niespodzianki mi nie wychodzą – odpowiedziałam ze smutną minką – Co powiecie na jakiś wyjazd? Ciepłe strony świata? Tydzień? Kolorowe drinki?
-Chyba tego nam potrzeba – wyszeptała Ruda kiwając głową – z chłopakami, czy bez?
-Myślę, że z nimi. Ostatni wyjazd nam nie wyszedł, więc może ten nam wypali.

Zgodziłam się z brunetką, bo w sumie tydzień bez nas, oni mogą tego nie przeżyć. Musimy jakoś dbać o ich życie, skoro dziś prawie zginęli.
Kliknęłam jedno ciekawe ogłoszenie z Majorki. Nigdy tam nie byłam, a zawsze chciałam. Rodzice woleli jeździć na wyspy chorwackie lub hiszpańskie. Tylko czasem jakieś Bahamy, ale to rzadko.
Szybko prześledziłam tekst. Cena w miarę, hotel ma cztery gwiazdki, basen, bar całodobowy, blisko centrum i plaża.
-Znalazłam – odwróciłam do nich ekran, a dziewczyny zaczęły oglądać. Przez tą chwilę sprawdziłam SMS od Lou, który pytał jak u nas. Odpisałam, że jest lepiej i świętujemy. Jeszcze nie zdradzę mu nic z wyjazdem, bo przynajmniej ta niespodzianka mi się uda. Gorzej jak oni też nas chcą gdzieś zabrać. Ale sadzę, że po dzisiaj to nie myślą o wakacjach, tylko o rozwiązaniu wielkiego problemu.
-Jak dla mnie jest super – Abi pokiwała głową – bukujemy bilety lotnicze? I piszemy do właściciela ogłoszenia?
-Ja się zajmę ogłoszeniem, a wy samolotem i zacznijcie już się pakować, bo wyjeżdżamy za dwa dni.

Ruda dopiła piwo i poszła po jakąś kartkę i długopis, żeby notować co jest nam potrzebne. Abi wyjęła telefon i wykręciła numer po bilety lotnicze.
-Pan mówi, że jakieś 2 godziny i jesteśmy na miejscu – przekazała Abi wracając do dalszej rozmowy.
-To szybko – skomentowałam i wysłałam wiadomość. Mam nadzieję, że szybko nam odpiszą i mają jeszcze miejsca. Przecież mamy dopiero maj, więc nie powinno być chyba takiego oblężenia. Na wakacje to rozumiem, ale no w sumie.. to jest Majorka..
-Bilety są po 50 funtów, a wylot mamy o 8 rano – odłożyła telefon.
-Super, właśnie dostałam odpowiedź – odczytałam treść wiadomości – jedziemy!
Krzyknęłam podniecona, bo całe szczęście mają trzy pokoje wolne i w tym terminie, o który prosiłam.
-To czas za to wypić! - Sus pobiegła po piwa i wszystkie we trzy wzniosłyśmy toast. Może tym razem nam wyjdzie wspólny wyjazd. A zaraz po nim będzie trzeba się zająć ślubem brata Abi. Przecież to już za miesiąc. Dobrze, że mają już salę, którą same wybrałyśmy, muzykę też my znalazłyśmy, a kuchnią mieli się zająć sami. My jeszcze mamy jechać i pomóc wszystko przyozdabiać. A potem się świetnie bawić i najeść....

**Oczami Lou**
Dalej robi mi się słabo, kiedy patrzę jak Malik kuśtyka. Mogło dojść do czegoś gorszego, niż tylko lekkiego postrzelenia. Całe szczęście wszyscy są żywi, i możemy się zająć naszym gościem. Nie spodziewałem się, że Amy zrobi to co zrobiła. W sumie to wszyscy byliśmy zaskoczeni całą sytuacją. Myślałem raczej o gorszym zakończeniu, szczególnie jak straciliśmy kontakt z dziewczynami. Wtedy to już była panika, a do tego oberwałem w głowę, więc nie pamiętam postrzału Zayna. W ogóle mało pamiętam z wydarzeń, które miały miejsca na tyłach restauracji. Nie wiem czy mam się cieszyć, czy raczej zamartwiać co mnie ominęło.
-Kazałem przygotować piwnicę – oznajmił Malik chowając komórkę do kieszeni – a dziewczyny świętują. - Pokazał zdjęcie, które Abi wysłała mu na Facebook. Przynajmniej mają świetne humory i problem z głowy. Teraz niech już wszystko pójdzie z płatka.
-Zamknij się! - Niall uderzył w bagażnik, uciszając naszego „więźnia”
-Mam nadzieję, że za niedługo zamilknie na zawsze. - Powiedziałem skręcając pod dom Mulata.
-Weźcie go do środka i na dół, a ja idę zmienić opatrunek – Szatyn wszedł pierwszy i zniknął w łazience, natomiast my zajęliśmy się mężczyzną i przetransportowaniem go.
-Myślicie, że teraz będą wasze? - parsknął śmiechem – one mogą być szczęśliwe tylko ze mną.
-Mówiłem, żebyś się zamknął – Horan uderzył chłopaka w plecy, tym samym zmuszając go do ruszenia w przód. Ponownie się zaśmiał, a ja to zignorowałem. Zresztą oni też, bo nawet nie próbowali go jakoś specjalnie mocno ciągnąć.

Liam otworzył drzwi i wszedł jako pierwszy, żeby przygotować liny, które posłużą nam za „kajdany”. Będzie siedział przywiązany do krzesła, aż nam nie wyśpiewa wszystkiego, co miał w planach, lub dalej ma. Przecież znam takie osoby, które mimo zamknięcia, mają swoich ludzi na zewnątrz. A ci ludzie zajmują się niedokończonymi sprawami. Skoro on miał jakiegoś współpracownika, to my wyciągniemy kto to jest, gdzie jest i co zamierza. Ponieważ nie pozwolimy skrzywdzić jeszcze raz dziewczyn. Już i tak za dużo miały wrażeń przez ostatnie miesiące. I to nie przez nas, tylko po prostu zostały celem maniaka. A powinny cieszyć się życiem, bawić, mieć wspaniały szalone imprezy bez żadnych podejrzanych ludzi z tyłu.
-To od czego zaczynamy? - Wszedł pełny energii Zayn. Przyniósł dodatkowo jakąś skrzynię, w której jak się okazało jest mnóstwo noży, nożyków i innych cudeniek. Tylko teraz co najpierw wybrać?
-Ja bym najchętniej to wziął tą dziecinę – Payne podniósł pistolet celując w głowę mężczyzny – zrobił to – pociągnął za spust, a nasz gość nawet nie mrugnął.
-Próba zastraszenia? - pokręcił głową – jestem za duży na takie zabawy – mrugnął do Liama, na co oberwał w twarz – to już rozumiem.

Splunął krwią i nie przestawał się uśmiechać.
-Myślę, że to nam zajmie większą chwilkę – wyszeptałem kręcąc głową.
-Byle zdążyć do ślubu brata Abi – przypomniał Malik, odstawiając telefon. Pewnie pisał do dziewczyny.
Przecież to już za niecały miesiąc. Będę musiał sobie kupić jakiś garnitur, a Amy sukienkę. Pewnie kolorowa nie będzie chciała kupować jej ze mną, tylko z dziewczynami. Może umówią się na jakiś jeden kolor, czy tam jakiś krój.
-Śluby to coś pięknego – odezwał się – mój byłby najpiękniejszym, szczególnie, że potrójnym.. Dlaczego mi zepsuliście dzisiejszy dzień?! Miało się skończyć o wiele lepiej, a tymczasem muszę siedzieć tutaj.
Powiem szczerze, że zamurowało mnie to. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ani jak się zachować. Koleś nawija o ślubie z moją dziewczyną, MOJĄ. A do tego ma pretensje o przerwanie jego „dnia”. No kurwa mać! Chyba komuś się coś pomieszało w głowie. To było wiadomo od początku, ale teraz to naprawdę nie wiadomo o co mu chodzi.

Liam ponownie go uderzył, za co jestem mu wdzięczny, bo chyba jako jedyny oprzytomniał.
-O czym ty pierdolisz? - Spytał Zayn siadając na stoliku. Skrzyżował ręce i czekał na jakąś ciekawą odpowiedź.
-O zaręczynach? - Uniosłem brew - jesteście naprawdę tępi – wycedził przez zęby, na co tym razem ja nie wytrzymałem i moja ręka powędrowała na jego brzuch. Jęknął, ale nie miał zamiaru zamilknąć – jesteście z nimi od prawie roku, i nie pomyśleliście o zaręczynach? O pierścionku, ślubie, weselu, wspólnym życiu?
Pokręciłem lekko głową, uświadamiając sobie jego słowa. Tutaj jednak przemówił mi do rozumu. Nie spodziewałem się po nim czego ciekawego, a najwidoczniej on wie co musimy zrobić, lepiej od nas samych.
-Ty to pewnie masz rozpisane już całe życie, po kolei etapami? - Spytał Horan tak samo jak my ciekawy dalszej odpowiedzi.
-Oczywiście, ze mam. Zaczynając od idealnych oświadczyn. Wiecie matoły, plaża, zachód, świece, kwiaty, a raczej tuzin kwiatów i one – rozmarzył się za bardzo, więc musiałem go trochę przystopować – taka prawda! Wy nawet nie pomyśleliście o tym.

Nic dziwnego, że one wolą być ze mną niż z wami – wyszeptał czekając na jakiś cios. Oczywiście dostał, ale nie byle jaki. Bo Zayn wbił nóż w jego prawe udo. Pierwszy raz krzyknął, ale dołączył do tego śmiech. Czy on uczył się przetrwania w takich warunkach? Nikt przy normalnych zmysłach, nie myśli o śmiechu, kiedy ma nóż w nodze. Kurwa, naprawdę nie wiem skąd on jest, ale na pewno nie od człowieka. To jest dowód na obce istoty między nami. Bo skąd indziej by się wzięło coś takiego? Nikt na trzeźwo nie jest w stanie tego przełknąć i dojść do prawdy.
-Zabawne, ale teraz powiedz nam ładnie kim jest twój kolega? - Niall zajął się laptopem, na którym miał nagranie ze spotkania z Dianą.
-Ta suka mnie zdradziła, wiedziałem, ze mogą być z nią problemy. Mogłem ją zabić kiedy miałem okazje..
-Oj mogłeś – wypaliłem nie myśląc. Wzruszyłem tylko ramionami i wróciłem do czekania na odpowiedź.
-Przecież jeśli wam powiem, to zabawa się skończy – oznajmił przygryzając wargi...

**

-Myślę, że już starczy – złapałem za ramię Zayna , aby go odciągnąć od półżywego ciała. Tak się kończy zostawienie Malika z kimś, kogo nienawidzi. To były dosłownie dwie minuty, a po powrocie zastajemy chłopaka we krwi, a szatyn z bolącą nogą ledwo może wstać.
-Zasłużył na wszystko – na koniec Mulat napluł na niego i wyszedł ze mną na zewnątrz. Wyprowadziłem go na dwór, gdzie mógł odetchnąć i sobie zapalić. Zresztą ja też potrzebowałem odreagować.
-Coś powiedział? - Spytałem odpalając papierosa.
-Za dużo – odparł wypuszczając siwy dym – nie mogę słuchać, jak pierdoli o seksie z Abi, albo jakąkolwiek z dziewczyn. Przecież ręce same się zaciskają i chcą wymierzyć cios...

Doskonale go rozumiem, nic dziwnego, ze tak zareagował. Po prostu stanął w obronie swojej dziewczyny i jej przyjaciółek. Szacunek dla niego.
-Możemy go po prostu zabić? - Spytał dołączając do naszego grona palaczy Payne – przecież nie da się z nim nic zrobić. Na wszystko reaguje śmiechem, albo opowiada fantazje erotyczne..
-Też o tym myślę, ale musimy się dowiedzieć kto z nim pracuje. Bez tego jesteśmy w dupie..

-Może zostawmy go dzisiaj tam na dole, ale dobrze trzeba go zamknąć – zaproponował szatyn kończąc papierosa – a ja prześpię się u Abigail, żeby czasem mnie nie korcił za bardzo pistolet..

Pokiwałem głową myśląc o kolorowej. Pewnie świetnie się bawi nie wspominając dzisiejszych wydarzeń. Jutro się z nią spotkam, bo dziś nie mam sił na nic, a ona nawet nie myśli o naszym spotkaniu. Niech cieszy się przyjaciółkami i wolnością. Co do wolności, to wziąłem do siebie słowa o zaręczynach. Spotykam się z Amy prawie rok, a nawet przez jedna chwilę nie wyobraziłem sobie naszego wspólnego życia. To w sumie polegało bardziej na chwili obecnej i tym co razem budowaliśmy z dnia na dzień. Kto by tam sobie zawracał głowę przyszłością, która nigdy nie jest pewna. Ale w sumie byłoby to coś dla mnie nowego, zresztą nie tylko dla mnie. Chłopaki też o tym nic nie mówili, a było widać, że też wzięli to do siebie. Co gdyby tak jednak zrobić duży krok w przód? Zmienić trochę nasze dotychczasowe życie i zasady? Pamiętam jak w gimnazjum obiecywaliśmy sobie, że nie będzie ślubu, dopóki nie będziemy mieli wszyscy pewności co do wybranki. Zresztą potem to ja nawet nie chciałem mieć nic wspólnego ze słowem ślub i rodzina. Było to dla mnie coś obcego, a jedyną rodzinę jaką miałem to rodzice i rodzeństwo. Tyle chyba mi wystarczyło, ale z pojawieniem się Amy coś jednak się pozmieniało. Kogo by tu próbować oszukać, ja cały się zmieniłem. I nie żałuje ani jednej małej zmiany, która zaszła w moim życiu. Jestem wdzięczny wszystkim siłą, które doprowadziły mnie do niej i jej serca...
-Chłopaki – zwróciłem ich uwagę, ponieważ zaczęli dyskutować na temat samochodów – musimy zrobić krok w przód.
Zamilkli wiedząc co mam na myśli. Spojrzeli na siebie, a potem na mnie.
-Wiedziałem, że do tej rozmowy dziś dojdzie – wyszeptał Malik uśmiechając się ze zdenerwowania – ale chyba się też nad tym zastanawiam.
-Myślicie, żeby zrobić to wspólnie? Tak jak kiedyś planowaliśmy? - Spytał Liam odwracając się do nas tyłem. Nie wytrzymał napięcia i też odpalił papierosa, zresztą ja i Zayn zaczęliśmy drugą kolejkę. Nic tak nie uspokaja jak nikotyna.
-Musimy o tym dokładnie porozmawiać i zrobić to razem, bo ja sam nie poradzę sobie – wyznałem całą prawdę. Poczułem ponowne zaufanie do nich. Nie wiem czy tak można, ale z każdą spędzoną chwilą, czuje w nich znów przyjaciół...
...................
Hej <3
Wybaczcie, że serio długo xd Nie myślałam, ze ten czas tak szybko leci, ale potem spojrzałam na datę dodania poprzedniego rozdziału i się załamałam xdd Serio przepraszam, ale zajęła się nauką biologii i chemii, więc ten mój czas tak szybko strasznie zleciał...
Ale jest nowy rozdział napisany na śpiąco, bo serio po tygodniu już ledwo żyje... ;-; Ale jutro mam urodziny kolegi, to może trochę odreaguje, a za tydzień ferie!!! ^^
Już na nie czekamy z Ann chyba od powrotu po świętach xdd
Piszcie jak wam się podoba, bo serio nie wiem czy pisałam z sensem coś :""D
Liczy się chęć pamiętajcie! :"")
PS. Czy ktoś tez ma tak jak ja taki mega zgon, kiedy słucham piosenki Zayna i Taylor? Na prawdę jaram się nią jak mało jaką piosenką... *.*
Tyle ode mnie... xdd
BUZIAKI!!!
POZDRAWIAMY IDA! <3

wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział 65 cz.2

**Oczami Liama**
Siedzenie w aucie jest strasznie nudne. Szczególnie jak zaczyna to trwać więcej niż dwie godziny. Od tego czasu nic się nie wydarzyło. Dziewczyny siedzą, jedzą i rozglądają się.
-Mogliśmy zjechać do jakiegoś McDonalda - odezwał się Lou.
-Mogliśmy - odpowiedziałem uciszając swój żołądek. Brakuje nam jedynie Horana, który pewnie by nam narzekał na brak jedzenia. Całe szczęście on siedzi u siebie i ogląda na kamerach wszystko. W razie co ma dzwonić i zdawać ważne relacje. Miałem zamiar w skupieniu obserwować , ale po prostu już mnie oczy bolą. Zacząłem błagać żeby coś się wreszcie wydarzyło. Może nie od razu apokalipsa, ale coś małego typu niezidentyfikowane auto.
-Liam widzisz kogoś podejrzanego? - Usłyszałem w uchu, na co się od razu rozpromieniłem.
-Niestety - odpowiedziałem przybliżając kamerę na swoją dziewczynę - jedyne co widzę, to piękną rudą kobietę, która najwidoczniej czeka na swojego księcia..
-Chciałabym na niego czekać, ale w zamian mam randkę ze Shrekiem - prychnęła i zaczęła rozmawiać z Abigail, która pokazała jej coś w telefonie. Wszystkie się tym zainteresowały, więc i my z chłopakami byliśmy ciekawi, co to takiego. Żadna nic nie mówiła, więc postanowiliśmy potem je popytać.
Moją uwagę przykuł jeden mężczyzna, który wyglądał niecodziennie. Złota marynarka, ale to jeszcze normalne. Jedyne co go odróżniało to biała maska na twarzy. Wskazałem palcem chłopakom. Zayn uprzedził całą naszą trójkę, a my z Lou przybliżaliśmy kamery i sprawdzaliśmy głos. Dziewczyny z wesołych zmieniły się w poważne. Podejrzany mężczyzna stąpał w ich kierunku, trzymając butelkę szampana w jednej ręce, w drugiej bukiet kolorowych róż.
-Chojny jest - przybliżyłem na butelkę z alkoholem, aby sprawdzić co to za firma. Jedna z lepszych jak się okazało.
-I co tak po prostu tam wejdzie i powie cześć? - Zapytał Louis nie odrywając wzroku od mężczyzny idącego na górę.
-Na pewno tak zrobi - odpowiedział sarkastycznie Malik sprawdzając jeszcze raz nagranie z przed wejścia do restauracji.
-Dlaczego go nie zauważyliśmy? - zadałem sam sobie pytanie, próbując coś wymyślić. Nic normalnego nie przychodzi mi do głowy. Jedynie jakieś głupie pomysły o tajnych przejściach, drzwiach ukrytych lub... Właśnie, przecież nie mamy widoku na wszystkie pomieszczenia. Niall zrobił dobrą robotę, ale nie każdy korytarz jest pod naszym nadzorem. A ta osoba doskonale wie, że dziewczyny nie są same, dlatego używa tylko takich przejść. Jesteśmy jednak głupkami..
-Patrzcie - oderwałem się od swojego komputera i spojrzałem do Tommo.
Niby nic się nie dzieje, ale tracimy po kolei widok wewnątrz. Najpierw lekki szum, a potem po prostu czarny ekran. 
-Co za skurwiel -wyszeptałem widząc jak macha do ostatniej kamery, która nam została. Wziął ją po prostu odłączył. Nikt się teraz nie zorientuje z pracowników, bo to nie jest pora na przegląd kamer.
Zayn wstał i chciał wyjść z busa, ale mu zablokowałem wyjście.
-Musimy zostać, tylko tak go schwytamy - zdenerwowany usiadł i zaczął nasłuchiwać Abigail, która się o coś pytała. Przekazał jej złą wiadomość, a dziewczyny zestresowały się jeszcze bardziej. Nikt nie chce powtórki z porwania, ani czegoś psychicznego.
-Teraz możemy tylko nasłuchiwać - powiedziałem pogłaśniając Sus w słuchawce. Nic się nie działo, dziewczyny rozmawiały ze sobą, a w międzyczasie coś mówiły do nas.
Nie mam pojęcia czy mamy siedzieć i czekać na jakiś znak, czy lepiej tam pójść. Ale z jednej strony jest tam mnóstwo ludzi, ale też tylne wyście, którego my nie widzimy. Może przecież łatwo tam je przetransportować, a stamtąd już jakiś bus i w drogę.
-Pójdę zobaczyć tyły - Louis wyszedł i biegiem tam podążył. Już sam miałem iść, bo zawsze lepiej jest być pewnym. Inaczej siedzielibyśmy myśląc czy,aby na pewno mamy wszystko pod kontrolą.
-Li - usłyszałem swoją kobietę - zaczynam się denerwować. Nawet wino mi nie pomaga na stres.
-Nawet nie wiesz ile bym dał za wino - odpowiedziałem uspokajając swoją nogę, które zaraz się oderwie i sobie pobiegnie.
-Najgorsza myśl, to ta, że on tu idzie - wyszeptała - mam nadzieję, że pójdzie zgodnie z planem.
-Nic się nie bój, za parę godzin będziemy świętować zwycięstwo i planować przyszłość...
-Coś słyszę - przerwała mi w takim momencie - chyba skrzypce.
-Kurwa! - Krzyknął Zayn odrzucając słuchawkę za podłogę - co jest grane?! 
Wzruszyłem ramionami i sprawdziłem słyszalność mojego sprzętu. Jakaś klasyczna muzyka w tle i przerywane rozmowy.
-Li,,, ktoś idz.. słyszys...- przerwało całkowicie.
-Nie wierzę - wyszeptałem wybierając numer Horana - on musi to naprawić..
-Właśnie miałem dzwonić - usłyszałem po odebraniu przez niego telefonu.
-Co się dzieje?
-Macie problem i to duży - włączyłem głośnomówiący, aby Malik też się przysłuchiwał i wiedział co robić.
-Wcale tego nie wiemy - wycedził szatyn próbując się dodzwonić do Tommo.
-Ale serio! Louis leży na tyłach nieprzytomny - spojrzałem na Zayna, który sprawdził czy ma broń i zamierzał wyjść.
-Idę, bo nie będę się z nimi bawić, ani nie zachowam ich przy życiu - odepchnął moją rękę i pobiegł do Lou. Jakim cudem dał się zaskoczyć i zaatakować?
-Mam jeszcze gorszą wiadomość - wyszeptał coś klikając na swoim laptopie - musicie tam jak najszybciej wejść bo ja też tracę widok na wnętrze.
Udostępnił mi swój ekran i jedyne co widać to co chwilę rozmazujący się widok dziewczyn, które rozglądają się dookoła. Pewnie nie wiedzą co jest grane,tak jak my. Nie wiem jaki ten koleś ma mózg, ale najwidoczniej bardzo lubił się uczyć i hakować innych ludzi. Przecież właśnie tacy, to najczęściej psychole..
Zerwałem się słysząc strzał. Niech to szlag, Malik pewnie zbyt impulsywnie zareagował.
-Payne bierz broń i tam biegnij, chłopaki mają problem. Zaraz przyjadę - rozłączył się, a ja bez chwili zastanowienia chwyciłem swoją spluwę i wybiegłem z samochodu. Zatrzymałem jeden pojazd, ale tylko na mnie zatrąbił i odjechał. Przyczaiłem się i spróbowałem coś zauważyć, albo przynajmniej ile jest tam osób. Dlaczego nie pomyśleliśmy o ich planie działania. Przecież to genialne, żeby nas sprowadzić tutaj i zatrzymać, kiedy to ich "król" wyprowadzi dziewczyny całkiem normalnie przodem. Od samego początku wiedział, że tu jesteśmy i będziemy wszystko sprawdzać. Czekają gdzieś na mnie, a jak się zjawie to będzie po nas, albo raczej po nich. Nie dam zabić swoich przyjaciół i siebie. Mam nadzieję, że przynajmniej nie wiedzą o Horanie, który tu jedzie. On będzie niespodzianką. Wychyliłem się i zobaczyłem trzech kolesi, który celują w Zayna. Ten natomiast jest w pozycji pochylonej, trzymając się za udo.
KURWA...
Brakowało nam postrzelenia, jeszcze jego. Ale jest twardy i nie spuszcza z nich lufy, a jednocześnie osłania Louisa, który jest oszołomiony. Nie mając innego pomysłu odbezpieczyłem broń i strzeliłem do kolesia, który celował w chłopaków. Punkt zaskoczenia wypalił, jednak jak się nie myśli to lepiej wszystko wychodzi. Pozostali zerknęli na mnie i wymierzyli w moją stronę. W porę odchyliłem się z powrotem za murek, bo kula przeleciała tuż przed moją klatką piersiową. Dobrzy są... Zacząłem błagać, żeby było tak głośno, że nikt tego nie usłyszy. Całe szczęście mam założony tłumik na pistolet,więc moich pocisków nikt nie usłyszy. Jedynie wcześniejsze co padły z rąk tych obcych ludzi.
-Jestem - poczułem dotyk na plecach więc automatycznie się odwróciłem i uderzyłem nieznajomego. Wymierzyłem w niego, ale zauważyłem blondyna, który jest po naszej stronie.
-Nie rób tak - powiedziałem podając mu rękę - jednego mamy z głowy, ale dwóch naszych jest rannych.
-Super - odpowiedział wyciągając podręczną broń - do dzieła.
Nałożył tłumik i dając sobie znaki ruszyliśmy. Jak kiedyś. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie, ale nie w takich sytuacjach, bardziej takich legalnych. Szczególnie podczas imprez i powrotów do domu.
Wskazałem mu na lewo, więc wymierzył cios i napastnik padł na kolana przed Zaynem. Ten ładnie go znokautował, a następnie strzelił w tył głowy. Odwróciłem wzrok.
-Sukinsyn - usłyszałem z ust Tommo, który próbował wstać - zaskoczyli mnie.
-Widziałem - odpowiedział Horan pomagając mu. Ja rozejrzałem się dookoła i zacząłem opatrywać nogę Malika.
-Nic mi nie jest - odepchnął mnie i wstał. Jednak po chwili się zgiął i syknął od wpływem bólu - zabije ich.
-Zawiąż kawałkiem koszulki - nakazałem, na co westchnął i podarł swój T-shirt. Obwiązał miejsce nad raną i udając całego wstał. Pokręciłem głową i mu pomogłem podnieść naboje i podprowadziłem go do budynku. Podparł się i schował nielegalną rzecz za pasek do spodni. Niall pomógł otrząsnąć się Louisowi, który nieźle dostał w głowę.
-Wejdziemy jak niby zwyczajni klienci? - Spytałem patrząc na zakrwawione spodnie szatyna i leżące martwe ciała.
-Mam to w dupie. Musimy iść po dziewczyny.
Drapiąc się po głowie pokiwałem głową, ale nie mogłem zostawić tutaj śladów. Spojrzałem na Horana. Ze skwaszoną miną skinął głową i pozwolił nam iść.
-Zawsze trzeba po was sprzątać - usłyszałem zanim zamknąłem za nami drzwi.
-Panowie tutaj nie można wchodzić! To miejsce dla..
-Zamknij mordę! - Krzyknął podminowany Malik wyciągając pistolet.
-Spokojnie, spokojnie - zaczął się jąkać jeden z kucharzy - ja-a nic nie-e widziałem.
-To dobrze - odpowiedziałem i pobiegłem za chłopakami. Znaleźli jakieś przejście, więc bez świadków trafiliśmy na dobre piętro. Już z oddali słyszałem krzyki dziewczyn, a po chwili ujrzeliśmy coś co nas zaskoczyło...
**Oczami Abigail**
-Nie mam pojęcia gdzie oni są - wyszeptałam do przyjaciółek próbując coś usłyszeć w słuchawce. Po chłopakach od jakiś pięciu minut ani śladu.Nie dość, że przekazali nam dwie złe wiadomości, to jeszcze ten psychol zmierza w naszą stronę. Byłam świadoma tego, ale nie w taki sposób, a już na pewno myślałam, że chłopaki będą nas osłaniać. A jednak nasz kochaś jet mądrzejszy niż myśleliśmy. Oby nic nie zrobił reszcie. My jesteśmy chyba gotowe na najgorsze, chociaż nie dali nam żadnej rzeczy do samoobrony. Jedyne co mamy to ręce, które powinny dać z siebie wszystko. Mam nadzieję, że są dosyć silne, żeby kogoś powalić. Przynajmniej na chwilę, żeby zdążyć uciec. 
Jeszcze te zbliżające się skrzypce, które kocham, ale wiem kto za nimi stoi. Chyba chce nam zaimponować, albo pokazać jaki to on nie jest. 
-Widzicie? - wyszeptała znieruchomiona Susan. Spojrzałam i ujrzałam jednego mężczyznę, który gra na instrumencie i zmierza w naszą stronę. Za nim jednak kroczy kolejny niosąc kwiaty i coś w butelce. Złapałam Am za rękę, żeby zobaczyć czy jestem dalej przytomna. 
-Zaczynam mieć ciarki - odezwała się kolorowa szczypiąc moje ramię. Znak, że dalej żyje. 
-Moje Panie - skrzypek odsunął się i przepuścił właściwą osobę - przedstawiam waszego wielbiciela. 
Koleś w masce nie zamierzał jej jeszcze ściągnąć, ale zrobił krok w przód. Spojrzał na każdą po kolei i z uśmiechem odprawił swojego znajomego muzyka. Zostaliśmy sam na sam. 

-Przynajmniej się najadłyśmy - wyszeptała Susan wpatrując się w naszego gościa. 
-Miło mi wreszcie się z wami spotkać,w takich okolicznościach - zaczął, a mi jego głos nic nie mówił. Sądziłam, że to będzie jak na filmach. Ktoś kogo znamy, ale nie podejrzewamy o nic. 
-Cóż, przynajmniej tobie się podoba - odpowiedziałam gryząc się w język. Chciałam zachować te słowa dla siebie, ale chyba nie wyszło. Dziewczyny mnie szturchnęły, ale rozmówca tylko się zaśmiał.
-Jak zawsze pełna niespodzianek - zrobił dwa duże kroki znajdując się przy moim ciele - szkoda, że wtedy nie byłaś taka - wyszeptał do mojego ucha, na co mną wstrząsnęło. Od razu wspomnienie tej niezapomnianej nocy wróciło. Całe obraz przeniknął przed moimi oczami, ale szybko powstrzymałam łzy i zacisnęłam mono pięści. 
-A ty? - podszedł do Sus - była bardziej rozmowna w szkole, kiedy leciałaś ze schodów - zrobił ręką ruch w dół, na co wywołał złość u dziewczyny. Widziałam jak powstrzymuje się przed uderzeniem, chociaż nie musi tego robić. Zasłużył na każdy cios.
-Żebyś ty zaraz nie spadł - wycedziła Am. Chłopak spojrzał tylko na nią i przejechał po jej ręce. Kolorowa nie wytrzymała i uderzyła go w twarz.
-Czekałem na to, złotko. - Zaśmiał się jak psychol z filmu i wrócił do miejsca gdzie zostawił kwiaty i alkohol. Jednak ponownie znalazł się przy nas i przekazał Am butelkę z alkoholem, a mi bukiet róż. Rzuciłam je na podłogę i odeszłam do tyłu. Nie mam zamiaru nic od niego zabierać do domu. Jednak nie zrobiło to wielkiego wrażenia na nim, ponieważ zaczął się ponownie śmiać i wyciągnął telefon, którym chyba robił zdjęcia. Genialnie.. 
-Nie wiecie jak długo czekałem, żeby stanąć przed wami - przerwał pisząc krótką wiadomość - możemy wreszcie być razem. Jak jesteście gotowe, to jedziemy i nigdy już się nie rozstaniemy - zachichotał gwałtownie ściągając maskę.  
Duże czekoladowe oczy, brązowe włosy, wielki uśmiech i ciekawe rysy twarzy. Dlaczego taka osoba stała się psycholem? Pierwszy raz go na oczy widzę, a do czego to doszło? Żeby się bać kolesia, którego nigdy nie poznałyśmy. Stalker jebany się przyczepił i tyle z naszego życia.  
-Kim ty kurwa jesteś?! - Krzyknęła Amy tak samo zaskoczona jak ja. Byłyśmy wszystkie pewne, że to ktoś ze starej szkoły. A jednak był to wielki błąd i niepotrzebne osądzanie. 
-No jasne, że nie poznajecie - westchnął zatrzymując się na Rudej - ale ty już wiesz?  
Susan zerknęła na nas i pokiwała głową. Odwróciła się do niego plecami, dając znak  na szybkie przekazanie wiadomości...
**4 lat temu**
 -Jezu, jak zajebiście! - Krzyknęłam leżąc na trawniku u jednego z naszych kolegów. Właśnie wracamy z imprezy, która kończy nasze wakacje. Jeszcze chwila i idziemy do liceum, przeprowadzamy się do Londynu, niech to szlak trafi.. 
-Jeszcze tylko brakuje mi tutaj Aarona i jego boskiej klaty - zapiszczała Amy ściągając koszulkę i wskakując do basenu. Wariatka! Rozejrzałam się do okoła i widząc tylko jakąś parę, która się liże dołączyłam do przyjaciółki. Susan poszła po wódkę, a nie wraca już dłuższą chwilę.
-Abi, czujesz wreszcie, że żyjesz? - Spytała podpływając do mnie. Pokiwałam głową i zanurkowałam czując się na siłach. Nie wypiłam lirów alkoholu, ponieważ jutro mamy z rana autobus do naszego nowego miejsca zamieszkania. Musi być przynajmniej jedna z nas w stanie, jakoś trzeźwo myśleć. 
-Patrz - zatrzymałam się na znajomej dziewczynie i jakimś kolesiu - przecież oni się zaraz przeliżą! 
-Niech mnie - wyszeptałam obserwują rudzielca, który siedział komuś na kolanach - Susan!
Zareagowałam, więc dziewczyna będąc na niezłej fazie wstała i zaczęła do nas biec. Chłopak wstał i podążył za nią. 
Oni zawsze idą za pijanymi, niby łatwiejsze? Co prawda to prawda...
-Gdzie cię wcięło? - Spytałam ciągnąc ją za nogę.
-Brandon to moje przyjaciółki - wskazała na nas - Am i Abi, jesteśmy jak trzy siostry bliźniaczki. 
-Wszystkie piękne - powiedział nieśmiało się do nas uśmiechając. Pokiwałam głową i podpłynęłam do Am. Ta wzruszyła ramionami i zaczęła uciekać. 
-Chcesz się dołączyć? - podpłynęła do nieśmiałego mężczyzny, który nie wiedział za co się wziąć. A może raczej za, którą z nas. W końcu ma trzy przyjaciółki, które są pijane, a on się trzyma. Gdybym nie myślała, to pewnie bym go tu wciągnęła, ale jestem przytomna i wiem co robię. Chociaż jeszcze dwa łyki i zmiecie mnie z nóżek. A dziewczyny wyciągnęły eliksir bogów, więc nie domówię. 
-Możesz nam potowarzyszyć - Ruda puściła mu oczko - nawet nago.
-Susan! - Skarciłam ją, widząc jak jej kolega się zaczerwienił. Pewnie chętnie by tak postąpił, ale widząc nie umie. 
Ruda biorąc dwa duże łyki wyszła i pobiegła do Brandona. Wskoczyła mu na ręce i się z nim pocałowała. 
-To rozumiem - zaklaskała kolorowa zaczynając coś śpiewać pod nosem. 
-Masz dziewczynę? -Spytałam już bełkocząc. Zaśmiał się i pogłaskał moje włosy. 
-Nawet trzy - wyszeptał zbliżając się, ale całe szczęście wpadłam do basenu... 
**Teraz**
-Lizałaś się z nim?! 
-To on?! 
Obie nie wiedziałyśmy ja zareagować. Mi całkowicie to zdarzenie wyleciało z głowy, bo potem przyszli inni chłopcy i jakoś tak się potoczyło. Przecież nie muszę pamiętać wszystkich poznanych osób na imprezach. 
-Tak kochane, mówiąc o trzech dziewczynach, myślałem już o was - przerwał dając nam chwilę na przetrawienie informacji - tego właśnie wieczoru pierwszy raz was zobaczyłem i pokochałem. Sęk w tym, że nie mogłem nigdy wybrać jednej. Próbowałem, przysięgam. Sprawdzałem was po kolei, na każdej imprezie, w nocy, nawet w szkole i pracy - zwrócił się do Amy, która jako jedyna mogła mieć z nim styczność na codzień. Zresztą co ja mówię, my nawet go mogłyśmy nie widzieć. Przecież widząc osobę na korytarzu, nie posądza się jej od razu o stalking. 

-To po co te wszystkie gierki?! Porwanie? Wypadki? Kłótnie?! - Wykrzyczałam wszystko co mnie bolało, mógł to załatwić w bardziej cywilizowany sposób. Każdy przeżywał jakieś załamanie miłosne, ale to nie jest powód do utrudniania komuś życia. 
-Bo nie mogłem patrzeć na waszą miłość do kogoś innego! -Ryknął robią krok w moją stronę - Chciałem ich zabić, ale nie mogłem... Nie tak was chciałem zyskać - pokręcił głową, a ja zauważyłam jego broń w lewym ręku - dlatego musiałem jakoś wszystkich skłócić i wtedy was zabrać ze sobą. Do bezpiecznego miejsca. Kochałbym każdą z was codziennie inną...
-Ty chory świrze - wyszeptał Sus kręcąc głową. 
-Ja chory?! - i się zaczęło machanie bronią - owszem, ale z miłości do was- wycelował w nią i nacisnął na spust. 
-A! - krzyknęłam wchodząc przed dziewczynę. Chciałam chyba wziąć kulkę na siebie, ale on tylko wybuchnął gromkim śmiechem i rzucił broń na podłogę. 
-Nie skrzywdziłbym żadnej z was - chciał podejść, ale szybko się cofnęłyśmy - jedynie chcę żyć z wami, już na zawsze.. 
-Kochamy kogoś, nie możesz tego pojąć? - Spytałam próbując mu coś wyjaśnić, może to mieć zły wpływ na resztę zdarzeń. Pokręcił głową i znowu sięgnął po telefon. Coś kliknął i pokazał nam wideo. 
-Ty pojebie! - Krzyknęła Amy wybijając mu komórkę z ręki. 
-Więc już po problemie, Abiś.. 
Zamurowało mnie. Po prostu nie wiedziałam czy zacząć płakać, czy może uderzyć go i zabić? Druga opcja brzmi o wiele lepiej, Krótki filmik przedstawiał naszych chłopaków, którzy zginęli. Było kilku facetów i po prostu strzelali do siebie, a w wyniku nasi zostali postrzeleni. Widok Zayna, który upada na kolana, a następnie na plecy był przerażający. Mam ochotę sama upaść i zalać się łzami.
Kręciłam głową próbując jakoś to sobie wyjaśnić. To niemożliwe. Oni by się tak łatwo nie dali, to nasi chłopcy. 
-Ty chuju - podbiegłam po broń, która leżała na podłodze - odpowiesz za to! 
-Abi spokojnie - Susan uspokajała mnie, ale najwidoczniej byłą gotowa pociągnąć za spust. 
-Dokładnie, kochanie to tylko chłopak - odezwał się podchodząc - w zamian masz moją miłość i życie we czwórkę do końca. Zastanów się ile możesz zyskać. 
-Zamknij się! - krzyknęłam zatrzymując go. 
-Jeden Zayn Malik w tą czy w tamtą. Mogę ci dać takich dziesięciu, ale nie do zakochania się. Ponieważ jesteś już całkowicie moja. Jak zresztą wasza dwójką - prychnął spoglądając na dziewczyny - jedyne co muszę wypróbować, to was. Że też nie zrobiłem tego kiedy miałem okazję.. 
-Co-o masz na myśli? - mój głos drżał jeszcze bardziej, kiedy zamykałam oczy i widziałam swojego chłopaka całego we krwi.. 

-Myślisz, że tylko raz was odwiedziłem w nocy? - uniósł brew - byłem tam przynajmniej raz w tygodniu. Mogłem każdej nocy zrobić to z inną z was. Ale było mi was szkoda, jednak mam jakiś kawałek serca. Po prostu wolałem poczekać i zrobić to patrząc w wasze piękne oczy. 
Będąc całkowicie zaniepokojona, upuściłam pistolet i sama runęłam na podłogę. Uderzyłam w nią kilka razy. To nie może być prawda. To tylko jeden z tych chorych snów, przed tym spotkaniem. Obiecał tu być. Wszyscy obiecali nas pilnować, a już na pewno samych siebie. Dlaczego zawiedli? Nie chodzi o nas, ale o ich życie... 
-Nie załamuj się, zaraz będzie po wszystkim - poczułam jak dotyka mnie i podnosi. Wyrwałam się i spoliczkowałam napastnika. Pokręciła głową i odmachnął się. Zabolało jak wtedy. Ale po chwili Susan go odciągnęła, za co też oberwała. Kiedy zaczął się do nas ponownie zbliżać, nagle stanął. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił do Amy. Ona natomiast stała i przyciskała jakiś przedmiot do jego pleców. 
-A ja nie mogłam się doczekać tego - wbiła do końca, aż chłopak upadł na kolana - to za nas - kopnęła go w twarz pozwalając by zsunął się jeszcze bardziej na podłogę. 
-Kocham wa - wyszeptał na co znów oberwał, tylko tym razem od Rudej. Byłam w szoku widząc zakrwawione ręce Amy, która wbiła w niego nóż. Dziewczyny zaczęły go okładać, więc musiałam też coś zrobić. Za wszystko co nam robił. Więc dołączyłam się i w taki sposób tracił przytomność. 
-Abi? - Usłyszałam głos, który dobiegał z korytarza. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Zayna. Płacząc pobiegłam i na niego wskoczyłam. Boże, dziękuje ci za czuwanie nad nim. 
-Jesteście dorymi agentkami - skomentował Louis biorąc na ręce Amy - i bardzo dzielnymi. 
-Pokazał nam film, gdzie zginęliście - wytłumaczyła Susan. Chłopaki tylko na siebie spojrzeli, a następnie na nogę Mulata. Też tam zerknęłam i zauważyłam krew, która wypływała z rany postrzałowej. Uśmiechając się przez łzy, go pocałowałam.
-Kocham cię - wyszeptałam wtulając się w jego tors i wdychając jego zapach. 
-A ja ciebie - odszeptał i trochę się zgiął. Spanikowana nakazałam mu powrót do auta, gdzie zrobię mu opatrunek. Nie miał nic do gadania, więc z dziewczynami wyszłyśmy i udałyśmy się do pojazdu. Tuż przed nim przytuliłyśmy się i głęboko odetchnęłyśmy. Najlepszy dzień w naszym życiu...
..................
Hej <3
Wiem, że nie mogliście się doczekać, ale przysięgam, że zaczęłąm go pisać wczoraj... Przepraszam xx Ale na święta wyjechałąm do Zakopanego, i tak jakoś rodzinnie było, więc nie pisałam nic xDD 
Ale cały czas o was myślałam <3 
Mam nadzieję, że jakoś naprawiłam tyle czekania, bo w końcu jest po wszystkim xx My też się cieszymy xd
Kamień z serca, bo sama zaczynałam się miejscami bać :"D 
Sorki za błędy, ale nie mam swojego laptopa i jakoś nie umiem na tym pisać :cc 
Na pewno widzimy się w nowym roku! 
Więc....
Niech nowy rok przyniesie wam dużo nowych wydarzeń, przeżyć ^^ Wycieczek <3 Marzenia się zaczną spełniać, miłość zapuka do drzwi xD zdacie na samych piątkach i po prostu zawsze będziecie uśmiechnięci ^^ Tego wam życzymy, radości z życia <3 I dużo czytania naszego bloga xx 
Kochamy was! IDA!! <3 

















 







Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.